Wakacje

Obecnie na wakacjach są i nie udzielają się na blogu:

Powyższych osób proszę nie uwzględniać w sposób wiążący w swojej fabule.

środa, 22 stycznia 2014

Ilia

Minęło ledwie kilka godzin, a w kamienicy zdążyliśmy mieć już szpiega, bombę, a nawet sapera. Na szczęście udało nam się wyjść z tego wszystkiego prawie bez szwanku. Prawie bo saper zranił jedną z nowych Hitokiri. Dziewczyna straciła na chwilę przytomność, a kiedy ją odzyskała nie chciała przyjąć żadnej pomocy tylko pognała za Rene, ktory nawiasem mówiąc wygladał jakby ktoś go porządnie wkurzył. 
Wolałam się upewnić, że nowa nie rozzłości go jeszcze bardziej jakimś niepozornym słowem, które normalnie zbyłby uśmiechem i wzruszeniem ramion. Kiedy jednak poszłam za nimi od razu zauważyłam, że było za późno. Dziewczyna stała przed zabójcą, wpatrzona w niego jak w obrazek. Rene natomiast miał mord w oczach i widziałam, że jest na granicy wybuchu. Chciałam wkroczyć i powiedzieć coś co rozładowałoby sytuację, ale uprzedził mnie Akira, który w tej samej chwili z rozmachem otworzył drzwi.

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Akira

Zawahałem się, co powinienem odpowiedzieć. I jak. Moja relacja z Rene była dość specyficzna, a i sam Rene do najłatwiejszych ludzi nie należał.
- Powiedzmy, że ma pewne dość wrażliwe punkty w swojej psychice... - zawahałem się, prawie pewny, że moja odpowiedź nie pomogła, a jeszcze namnożyła Kaito pytań.
- To znaczy? - jak ja nie lubiłem takiego tonu, na wpół sarkastycznego, na wpół kpiącego. Nie miałem najmniejszych wątpiwości, jak będzie wyglądać współpraca tej dwójki. Oby tylko reszta się nie przyłączyła, bo wojna w Playhouse to jedyne, czego nam było trzeba. Pomijając hiszpańską inkwizycję i plagę szarańczy, oczywiście.
- Po prostu uznaj to za część Rene i tyle - uśmiechnąłem się wymijająco. Kaito miał zamiar coś powiedzieć, ale na szczęście przed kolejnym pytaniem z serii "trudne sprawy" uchronił mnie wystrzał gdzieś na terenie Playhouse.
- Co to jest?! - chłopak rozejrzał się dookoła.
- Jest kilka opcji - odpowiedziałem, spokojnie. Zdążyłem się już przyzwyczaić, że w miejscu, gdzie każdy ma przy sobie broń czasami dochodzi do takich "wybuchów emocji". - Albo się jakaś dwójka szczeniaków pokłóciła, albo mamy przeszpiegi, albo ktoś próbuje uciec. Ewentualnie, ale to już z mniejszym prawdopodobieństwem, facet od pizzy nie miał jak wydać. Ja bym się tam nie przejmował, ktoś już na pewno załatwił sprawę - odpowiedziałem. - A teraz, jeśli mi wybaczysz - skłoniłem się lekko na wzór kultury mojego kraju i odszedłem. Musiałem złapać kogoś z na tyle spokojnym charakterem, żeby opanować Rene. A wiedziałem, że ja tą osobą nie bylem w obecnej sytuacji. Dlaczego on musi wszystko widzieć monochromatycznie...

Kaito

Polubiłem Akirę. Można było z nim normalnie porozmawiać, mimo, że większość domowników była przynajmniej denerwująca. Szok spowodowany staniem się głównym, minął szybko. W końcu, czego innego mogłem się spodziewać? Słyszałem o śmierci "kogoś ważnego". Że wcześniej o tym nie pomyślałem. Lekko się zdziwiłem zachowaniem tego blondyna, ale nie pokazałem tego po sobie. Posłałem mu kpiące, pełne pewności siebie spojrzenie.
 - Nic takiego - odburknąłem zirytowany, zakładając ręce za piersi. - Jakiś problem, Rene?
Chłopak zacisnął dłonie w pięści, patrząc na mnie wrogo. Nie za bardzo rozumiałem o co mu chodzi, ale nie za bardzo mnie to w tej chwili interesowało. Chłopak mnie lekko zdenerwował swoim  zachowaniem, a wyraz twarzy Akiry tym bardziej pogłębił moją irytację.
 - Jak to co?! - wrzasnął blondyn.
Uniosłem rozbawiony brwi ku górze, wykrzywiając wargi w typowym dla mnie, złośliwym uśmieszku. Chłopak klną głośno pod nosem, a widząc, że nie wyprowadzi mnie teraz z równowagi - wyszedł z pokoju, trzaskając drzwiami. Usłyszałem głos jakieś dziewczyny na korytarzu.
 - O co mu chodziło? - zwróciłem się do Akiry.

czwartek, 16 stycznia 2014

ZMIANY TECHNICZNE

Jak już pewnie zauważyliście, w blogu weszło kilka zmian:
- pojawiła się informacja o nieobecnościach. Jest ona aktualizowana raz na dzień na podstawie waszych wcześniejszych zgłoszeń do Kuroneko.
- pojawił się regulamin wstawiania postów. Wszystkich piszących z wlasnego konta proszę o zapoznanie się z nim.
- powstał czat bloga, również na zakładce dla niezacinania się całego bloga. Proszę się w nim podpisywać imieniem swojej postaci ( w przypadku posiadania dwóch, wybór jest dowolny). Obowiązuje netykieta i regulamin bloga. Jeśli zasady będą łamane lub czat posłuży jednie celom reklamowym, zostanie usunięty z powodu braku celu.

Misao

Gdy się obudziłam, ujrzałam twarze, twarze pochylonych nade mną członków PH. Nie ucieszyłam się zbytnio. Jedna z dziewcząt podała mi rękę. W tedy zrozumiałam, że zachowałam się wobec jednego z członków bardzo niefair. Co prawda, blondyna nie było koło mnie, ale musiałam go przeprosić, tak dla zasady. Odtrąciłam rękę dziewczyny i sama wstałam bez pomocy. Otrząsnęłam się i miałam już odejść, gdy usłyszałam za sobą głos p. Katze:
- Czy wytłumaczyć ci coś? Bo niedługo wyruszasz na pierwszą misję... - poczułam ucisk w gardle, lecz wydusiłam:
- Jednej rzeczy potrzebuję. Potrzebna mi obecna lokalizacja Rene, tego blondi.
- Rozmawia z chłopakami na korytarzu. Ale... - nie zdążyła dokończyć, bo wyszłam. Przysunęłam się do ściany.
- Co tu się do cholery kręci?!- usłyszałam syk Rene. Nie chciałam się w to mieszać więc poczekałam aż skończą rozmawiać, po czym pobiegłam za Rene, który szedł energicznym krokiem. Był wściekły.
- Cześć. Ja jestem tą dziewczyną, która dała ci w twarz.
- Pamiętam- oświadczył ponuro.- Misao, tak?
- Tak. Chciałam cię za to przeprosić. To nie było w porządku - jego twarz na moment rozjaśnił uśmiech.
- Masz rację. nie było... - przez następne minuty rozmowa się nie kleiła. W końcu przerwałam ciszę.
- Chciałbyś może iść pobiegać? Ze MNĄ?

Rene

Jak on śmiał! Gdyby nie fakt, że byliśmy w dość pokaźnym tłumku, już dawno by pożałował, że żyje na tej planecie. Moja wściekłość sięgnęła zenitu w momencie, gdy Katze oświadczyła, że mam być podwładnym tej francy. Nie wytrzymałem i wyszedłem zanim skończyło się zebranie, na szczęście nie przyciągając zbyt wielkiej uwagi na siebie. Postanowiiłem, że gdy tylko sprawy się nieco uspokoją i będzie okazja na samotność, to wyjaśnię sobie z nim kilka spraw. Kto, jak kto, ale ja nie pozwolę sobie robić na moje własne podwórko.
Zauważyłem kątem oka, że ktoś wymyka się drzwiami na zewnątrz. I nie była to z pewnością ucieczka na nocny spacerek w czasie pogadanki. Zbliżyłem się i momentalnie skojarzyła mi się twarz dziewczyny ze zdjęciem nowej rekrutki po jakimś kolesiu od wieczorków. Miałem zamiar ją zatrzymać, ale... dostałem w twarz. Było to tak zaskakujące, że na chwilę mnie zamroczyło, a sam cofnąłem sięw tył. Nie trwało to jednak długo i szybko syknąłem na dziewczynę. I właśnie wtedy wtrącił się nagle jeden z saperów, zaczynając bez większej przyczyny ostrzał. Ku mojemu zdziwieniu byłem świadkiem dość spektakularnej obrony. Nie miałą ona jednak racji bytu na dłuższą metę, więc w końcu dziewczyna dostala w jakieś niezbyt poważne miejsce i straciłą przytomność. Strzały ściągnęły dość sporą grupkę ludzi, wśród których jako jedna z pierwszych pojawiła się Ilia.
- Zajmij się nią - powiedziałem, po czym odszedłem, kożystając z zamieszania. Dość szybko znalazłem Akirę. moje ciśnienie jednak nie miało być oszczędzone, gdyż Aki był... z moim nowy przełożonym. Bez chwili zastanowienia podszedłęm do dwojki, wyraźnie dobrze się ze sobą czującej.
- Co tu się do cholery kręci?! - syknąłem, przesłaniając barkiem Akiego. Na twarzy chłopaka j\pojawiła się mieszanka zszokowania i strachu. Chciał mnie odsunąć, ale nie pozwoliłem mu na to. Spojrzałem w oczy nowego, a ich wyraz zdecydowanie mi się nie spodobał.

Misao

Uciekłam.Bo co innego miałam zrobić... Zrozumiałam. Nie jestem głupia. Nie chcę. Należeć do bandy ,morderców. ,,Death". To słowo huczy w mojej głowie. Szybko biegłam w kierunku drzwi. Zostawiłam walizki, były by dla mnie tylko ciężarem. a po za tym, niby zabójcy, niby szpiedzy, a jakoś nie zauważyli jak znikłam. ,, Cichy zabójca". Otworzyłam drzwi na oścież. Obejrzałam się i nagle poczułem jak ktoś na mnie wpada. Był to, jakiś blondyn ale to już bez znaczenia. Wymierzyłam mu cios w twarz. Zatoczył się, jęcząc z bólu. Po chwili, otrzymał również kopa w bok i został powalony na ziemię.
-Opanuj się!- krzyknął rozcierając bok. - Jesteś niezła.... Ja jestem Rene i zakazuję ci stąd wychodzić.
- Nie rozkazuj mi!- krzyknęłam oburzona- Bo pożałujesz...
Nagle zauważyłam odbicie człowieka w szybie. Celował we mnie z pistoletu. Wyjęłam z kieszeni podręczne lusterko. Zaczął strzelać, a ja odbijałam. Lecz nie uchroniło mnie to. Dostałam od tyłu. Poczułam lekkie ukłucie i padłam nieprzytomna na ziemię...


 Zdanie które jako pierwsze co usłyszałam po przebudzeniu :
-NADAJE się. Na zabójcę.- padło to z ust... Rene