Po odejściu Rene zostałem sam. Wyłączyłem program katalogujący, wstałem z fotela i przeciągnąłem się ziewając. Spojrzałęm na zegar cyfrowy, wiszący nad drzwiami biura. W pół do czwartej nie wróżyło nic dobrego.
- Akira, zbieraj się! - ot i mój święty spokój, gdyby ktoś jeszcze chciał mi powiedzieć, że ja to tylko siedzę i nic nie robię.
- Co się znowu stało? - spytałem, wzdychając. Przede mną stała Mizuka, dreptając w miejscu zniecierpliwiona.
- Pani Katze chce jakiegoś "show", a że zostaliśmy tylko my... - nie musiała kończyć.
- Dobra, rozumiem - odpowiedziałem, odwracajac się do biurka i zbierając klucze na kółeczku. - Chodź ze mną do pokoju, sam się nie zabiorę ze sprzętem - oświadczyłęm, wypychając ją za drzwi i przekręcając kluczyk.
- Chcesz, żebym za ciebie nosiła jakieś klamoty? Jestem dziewczyną!
- A ja chłopakiem. Coś jeszcze? - westchnąłem. Dalsza rozmowa nie miała sensu i Mizuka też to wiedziała. Z reguły nie buczeliśmy tak na siebie, ale nie byłem w najlepszym humorze, a ona chyba też. Mój pokój znajdował się na trzecim piętrze, sąsiadując z pokojem Rene i szpiega Jonne'a.
- Czekaj tu - oświadczyłem. Nie chciałem, żeby Mizuka wiedziała o nie do końca legalnych drzwiach z mojego pokoju, do pokoju Rene. Nie do końca byłem pewny, czy pani Katze o nich wiedziała. A przynajmniej - czy pamiętała. Wyszedłem po chwili z wzorzystym kimonem na rękach i kopiąc małą wieżę na kółkach. - Z kimonem tam sobie radę, bierz wózek - ośiadczyłem.
- Co masz zamiar zrobić? - dziewczyna widocznie odżyła nieco i zainteresowałą się planem.
- To, co zwykle. Odtańczę jakąś kotę i odori i będzie po sprawie. A ty się zajmiesz bufetem - wzruszyłem ramionami, zbierając z podłogi luźno wiszący rękaw długiej yukaty. - No, chyba że masz lepszy pomysł.
- Nie bardzo. Przyznała i zeszliśmy w dwójkę na parter, gdzie pani Katze już szykowała barek, podśpiewując niezbyt ambitne melodie pod nosem. Coś o jakiejś kiełbasie, o ile dobrze pamiętałem to, co Rene próbował mnie kiedyś nauczyć. Zawsze francuski szedł mi zdecydowanie lepiej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz