Zawahałem się, co powinienem odpowiedzieć. I jak. Moja relacja z Rene była dość specyficzna, a i sam Rene do najłatwiejszych ludzi nie należał.
- Powiedzmy, że ma pewne dość wrażliwe punkty w swojej psychice... - zawahałem się, prawie pewny, że moja odpowiedź nie pomogła, a jeszcze namnożyła Kaito pytań.
- To znaczy? - jak ja nie lubiłem takiego tonu, na wpół sarkastycznego, na wpół kpiącego. Nie miałem najmniejszych wątpiwości, jak będzie wyglądać współpraca tej dwójki. Oby tylko reszta się nie przyłączyła, bo wojna w Playhouse to jedyne, czego nam było trzeba. Pomijając hiszpańską inkwizycję i plagę szarańczy, oczywiście.
- Po prostu uznaj to za część Rene i tyle - uśmiechnąłem się wymijająco. Kaito miał zamiar coś powiedzieć, ale na szczęście przed kolejnym pytaniem z serii "trudne sprawy" uchronił mnie wystrzał gdzieś na terenie Playhouse.
- Co to jest?! - chłopak rozejrzał się dookoła.
- Jest kilka opcji - odpowiedziałem, spokojnie. Zdążyłem się już przyzwyczaić, że w miejscu, gdzie każdy ma przy sobie broń czasami dochodzi do takich "wybuchów emocji". - Albo się jakaś dwójka szczeniaków pokłóciła, albo mamy przeszpiegi, albo ktoś próbuje uciec. Ewentualnie, ale to już z mniejszym prawdopodobieństwem, facet od pizzy nie miał jak wydać. Ja bym się tam nie przejmował, ktoś już na pewno załatwił sprawę - odpowiedziałem. - A teraz, jeśli mi wybaczysz - skłoniłem się lekko na wzór kultury mojego kraju i odszedłem. Musiałem złapać kogoś z na tyle spokojnym charakterem, żeby opanować Rene. A wiedziałem, że ja tą osobą nie bylem w obecnej sytuacji. Dlaczego on musi wszystko widzieć monochromatycznie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz