Wakacje

Obecnie na wakacjach są i nie udzielają się na blogu:

Powyższych osób proszę nie uwzględniać w sposób wiążący w swojej fabule.

wtorek, 7 stycznia 2014

Mizuka

Minęło trochę czasu zanim udało mi się doprowadzić Akirę do jego pokoju. W końcu jednak pomogłam chłopakowi w miarę wygodnie ułożyć się na łóżku, okryłam go kocami i zadbałam by nic mu nie brakowało. Potem jednak musiałam szybko wracać na dół do swoich obowiązków.
Kiedy weszłam do salonu wieczorek trwał w najlepsze. Wszystkie panie chyba już zapomniały, co się wydarzyło zaledwie kwadrans temu, bo siedziały sobie beztrosko popijając wino i jedząc przekąski. Ku mojemu zdziwieniu bardziej od afery w sali treningowej zaaferowało je moje zniknięcie. Były wręcz oburzone, że pani Katze pozwala mi tak haniebnie zaniedbywać moje obowiązki. Wypominały jej to dobrotliwie, a mnie łajały jak jakąś najgorszą. Byłam przyzwyczajona tego typu zachowań, ale to całe przedstawienie zaczynało mnie już męczyć. Jednakże nie dawałam tego po sobie poznać i co chwila kiwałam głową ze skruszoną miną aż wreszcie damy wyczerpały temat, dając mi względny spokój.
Krzątałam się wśród nich jeszcze dobre dwie godziny aż wreszcie gospodyni uznała, że czas najwyższy zakończyć dzisiejsze spotkanie. Kobiety po kolei wstawały, ściskały ją na pożegnanie i wychodziły. Ja stałam w hallu, podając płaszcze i żegnając wszystkich grzecznymi dygnięciami. W połowie tego ceremoniału do kamienicy wparował Rene.
- Mizu, co jest? – zapytał, wykorzystując minutę wolnego między wypuszczaniem gości. Od razu domyśliłam się, że ma na myśli Akirę, więc odpowiedziałam lakonicznie.
- Jest w pokoju, pewnie śpi
Chłopak nie dopytywał o szczegóły. Chyba zauważył, że jestem wykończona i postanowił odpuścić, a ja byłam mu za to wdzięczna.
- Idę – zakomunikował, wymijając mnie
- Jasne, idź – mruknęłam tak cicho, że nikt mnie nie usłyszał, po czym wróciłam do żegnania gości.
Po pół godzinie wreszcie pożegnała się ostatnia z pań i w kamienicy zapanowała cisza. Wykończona miałam ochotę iść na górę i paść na swoje miękkie łóżko, ale oczywiście…
- Mizuka! – przywołała mnie pani Katze – Posprzątaj tu moja droga, a potem idź się przebrać – zakomenderowała i wyszła.
Chyba za bardzo się przyzwyczaiła do pokojówki. Nawet nie powiedziała mi zwykłego „dziękuję”. Czy to naprawdę takie trudne? Ehhh… najwyraźniej. Zresztą nie ma, co się nad tym rozczulać. Katze dobrze wie, że jakkolwiek się zachowa będę musiała wykonywać jej polecenia tak jak i reszta domowników. Zabrałam się, więc do roboty. Zebrałam wszystkie tace, talerzyki i kieliszki i zaniosłam je do kuchni gdzie zajęłam się zmywaniem….
Przerwał mi jakiś huk w sąsiednim pokoju. Zamarłam nasłuchując. Wyłapałam czyjeś kroki i cichy syk. Miałam bardzo złe przeczucia, więc niezwłocznie przemknęłam do magazynu broni. Złapałam za kolta i przebiegłam chyłkiem do salonu, z którego dobiegał hałas. Stanęłam za drzwiami, obserwując ukradkiem intruza i czekając na odpowiednią chwilę by go zdemaskować. Kiedy zaczął myszkować przy segregatorach z jakimiś aktami uznałam, że już czas. Trzasnęłam drzwiami i zapaliłam światło by go oślepić i zdezorientować. Dzięki temu manewrowi miałam czas przyjrzeć mu się i w razie gdyby był tylko niewinnym gościem wymyślić na poczekaniu jakąś gadkę o tym, dlaczego mam w ręku kolta i go straszę. Facet nie był jednak zwykły, a tym bardziej niewinny. Z bronią w ręku i maską na twarzy próbował staranować mnie, biegnąc na oślep z ogłuszającym krzykiem. Odepchnęłam go jednak na tyle mocno, że zatoczył się i upadł na wyściełany na podłodze perski dywan. Próbował się podnieść, ale przyskoczyłam do niego szybko i przyłożyłam kolta do skroni.
- Radzę siedzieć spokojnie – warknęłam – Jeśli spróbujesz numerów to skończysz z dziurą w czaszce - ostrzegłam, a w tym samym momencie do salonu wszedł jakiś chłopak. Bez wątpienia jeden z naszych, bo ledwo nas zobaczył spytał:
- Co tu się dzieje?
- Mamy gościa – odpowiedziałam z ironicznym uśmiechem – Przed chwilą dla zabawy szukał czegoś w aktach Katze, a potem bawił się ze mną w przepychanki
- I przyniósł prezent – chłopak nieoczekiwanie wpasował się w mój styl wypowiedzi, wskazując pakunek, porzucony przez intruza na kanapie – To na pewno dla gospodyni w podziękowaniu za wspaniałą gościnę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz