Minęło trochę czasu zanim udało
mi się doprowadzić Akirę do jego pokoju. W końcu jednak pomogłam chłopakowi w
miarę wygodnie ułożyć się na łóżku, okryłam go kocami i zadbałam by nic mu nie
brakowało. Potem jednak musiałam szybko wracać na dół do swoich obowiązków.
Kiedy weszłam do salonu wieczorek
trwał w najlepsze. Wszystkie panie chyba już zapomniały, co się wydarzyło
zaledwie kwadrans temu, bo siedziały sobie beztrosko popijając wino i jedząc
przekąski. Ku mojemu zdziwieniu bardziej od afery w sali treningowej
zaaferowało je moje zniknięcie. Były wręcz oburzone, że pani Katze pozwala mi
tak haniebnie zaniedbywać moje obowiązki. Wypominały jej to dobrotliwie, a mnie
łajały jak jakąś najgorszą. Byłam przyzwyczajona tego typu zachowań, ale to
całe przedstawienie zaczynało mnie już męczyć. Jednakże nie dawałam tego po
sobie poznać i co chwila kiwałam głową ze skruszoną miną aż wreszcie damy wyczerpały
temat, dając mi względny spokój.
Krzątałam się wśród nich jeszcze
dobre dwie godziny aż wreszcie gospodyni uznała, że czas najwyższy zakończyć
dzisiejsze spotkanie. Kobiety po kolei wstawały, ściskały ją na pożegnanie i
wychodziły. Ja stałam w hallu, podając płaszcze i żegnając wszystkich
grzecznymi dygnięciami. W połowie tego ceremoniału do kamienicy wparował Rene.
- Mizu, co jest? – zapytał, wykorzystując
minutę wolnego między wypuszczaniem gości. Od razu domyśliłam się, że ma na
myśli Akirę, więc odpowiedziałam lakonicznie.
- Jest w pokoju, pewnie śpi
Chłopak nie dopytywał o
szczegóły. Chyba zauważył, że jestem wykończona i postanowił odpuścić, a ja
byłam mu za to wdzięczna.
- Idę – zakomunikował, wymijając
mnie
- Jasne, idź – mruknęłam tak
cicho, że nikt mnie nie usłyszał, po czym wróciłam do żegnania gości.
Po pół godzinie wreszcie
pożegnała się ostatnia z pań i w kamienicy zapanowała cisza. Wykończona miałam
ochotę iść na górę i paść na swoje miękkie łóżko, ale oczywiście…
- Mizuka! – przywołała mnie pani
Katze – Posprzątaj tu moja droga, a potem idź się przebrać – zakomenderowała i
wyszła.
Chyba za bardzo się przyzwyczaiła
do pokojówki. Nawet nie powiedziała mi zwykłego „dziękuję”. Czy to naprawdę takie
trudne? Ehhh… najwyraźniej. Zresztą nie ma, co się nad tym rozczulać. Katze
dobrze wie, że jakkolwiek się zachowa będę musiała wykonywać jej polecenia tak
jak i reszta domowników. Zabrałam się, więc do roboty. Zebrałam wszystkie tace,
talerzyki i kieliszki i zaniosłam je do kuchni gdzie zajęłam się zmywaniem….
Przerwał mi jakiś huk w sąsiednim
pokoju. Zamarłam nasłuchując. Wyłapałam czyjeś kroki i cichy syk. Miałam bardzo
złe przeczucia, więc niezwłocznie przemknęłam do magazynu broni. Złapałam za
kolta i przebiegłam chyłkiem do salonu, z którego dobiegał hałas. Stanęłam za
drzwiami, obserwując ukradkiem intruza i czekając na odpowiednią chwilę by go
zdemaskować. Kiedy zaczął myszkować przy segregatorach z jakimiś aktami
uznałam, że już czas. Trzasnęłam drzwiami i zapaliłam światło by go oślepić i
zdezorientować. Dzięki temu manewrowi miałam czas przyjrzeć mu się i w razie
gdyby był tylko niewinnym gościem wymyślić na poczekaniu jakąś gadkę o tym,
dlaczego mam w ręku kolta i go straszę. Facet nie był jednak zwykły, a tym
bardziej niewinny. Z bronią w ręku i maską na twarzy próbował staranować mnie,
biegnąc na oślep z ogłuszającym krzykiem. Odepchnęłam go jednak na tyle mocno,
że zatoczył się i upadł na wyściełany na podłodze perski dywan. Próbował się
podnieść, ale przyskoczyłam do niego szybko i przyłożyłam kolta do skroni.
- Radzę siedzieć spokojnie –
warknęłam – Jeśli spróbujesz numerów to skończysz z dziurą w czaszce - ostrzegłam, a w tym samym momencie do salonu wszedł jakiś chłopak. Bez
wątpienia jeden z naszych, bo ledwo nas zobaczył spytał:
- Co tu się dzieje?
- Mamy gościa – odpowiedziałam z
ironicznym uśmiechem – Przed chwilą dla zabawy szukał czegoś w aktach Katze, a
potem bawił się ze mną w przepychanki
- I przyniósł prezent – chłopak nieoczekiwanie
wpasował się w mój styl wypowiedzi, wskazując pakunek, porzucony przez intruza
na kanapie – To na pewno dla gospodyni w podziękowaniu za wspaniałą gościnę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz