Dziewczyna kazała mi zostać w sali. Zniesmaczona jej zuchwalstwem (może i
była tu dłużej, ale jednak!) usiadłam przy worku treningowym i głęboko
westchnęłam. Wyciągnęłam z kieszeni paczkę Malboro i zapalniczkę. Chwilę
walczyłam z pokusą by zapalić, ale w końcu odłożyłam papierosy na podłogę.
Zaczęłam się zastanawiać. To normalny dom dla bogatych snobów z trudną
przeszłością... ale przed chwilą znalazłam Akirę, półnagiego,
nieprzytomnego. To jest po prostu dziwne. Wbrew przykazowi dziewczyny,
szybkim krokiem wyszłam z sali. Zaczęłam szukać gabinetu pani Katze.
Przecież jeden wieczorek nie może trwać w nieskończoność. W końcu
znalazłam drzwi, były grube, czarne tajemnicze.
Nie były zamknięte, więc bez ogródek otworzyłam je... i znalazłam się w
zwykłym gabinecie. Na biurku leżała jakaś kartka. Zaczęłam czytać. "Pan Somnembul chce się pozbyć swojego zaciętego wroga, producenta broni i
amatora kando, pana Lokoroko. Należy się go pozbyć" "Pan Radman szuka
personalnego ochroniarza na czas posiedzenia członków Loży Wysokiej. Nie
jest zagrożony specjalnie, potrzebuje jedynie kogoś o dobrej aparycji,
kto będzie mu towarzyszył na bankietach dla dobrego wizerunku. Należy z
nim pojechać na posiedzenie i spędzić cały tydzień" i inne tego typu. Ze
zdzwienia szeroko otworzyłam oczy. To było dziwne. A nawet bardzo.
Policji będzie się podobało. Zgarnęłam kartkę i ruszyłam w stronę
wyjścia.
Nagle usłyszałam krzyk:
Nagle usłyszałam krzyk:
- Nieeeeee!!! Zostaw to!!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz