Wakacje

Obecnie na wakacjach są i nie udzielają się na blogu:

Powyższych osób proszę nie uwzględniać w sposób wiążący w swojej fabule.

środa, 8 stycznia 2014

Akira

Obudziłem się z bolącymi plecami, ale już zdecydowanie mniej. Leżałem na plecach, a po skórze jeździło mi coś mokrego. Gdy spróbowałęm się obrócić, odpowiedział mi charakterystyczny pisk.
- Chizu, już dobrze - mruknąłem, a ruda kotka posłusznie zeszła ze mnie. Oficjalnie dokarmiała ją pani Katze wraz z resztą bezpańskich zwierząt. Ot, taka fanaberia homonimów (katze to w końcu kot niemiecki). Chizu była chyba efektem jakiegoś eksperymentu amerykańskich naukowców, czy kogo tam, to nie ważne. Ważne było to, że była nadzwyczajnie mądra jak na zwierzę i potrafiła leczyć.. Nie, nie jakaś tam magia, genetycznie zmieniony skład śliny, coś o jakiś hormonach mi ktoś mówił, nie znam się na tym.
- Miałł! - odezwała się głośno kotka, wchodząc bez zawahania na moją szafkę nocną.
- Co jest? - spytałem i podrapałem ją pod brodą. Zwierzę zamruczało zadowolone i zaczęło się ocierać o moją dłoń. Nagle drzwi między pokojowe się otwarły i w progu stanął Rene.
- Aki - powiedział z oczami nieco większymi niż zwykle. Starał się nie pokazywać, że się o mnie bał, ale za dobrze go znałem. Uśmiechnąłem się w odpowiedzi.
- Żyję. Chizu i leki mi pomogły - oznajmiłem spokojnym głosem.
- Wiesz, że nie powinieneś przesadzać z kurwenstopami - stwierdził, a ja tylko przewróciłem oczami.
- Znowu przechodzisz na niemiecki - zauważyłęm. Rene już miałzamiar coś odpowiedzieć, ale przeszkodziło mu donośne "duuuuum!" na dole. Obaj popatrzyliśmy w tym samym kierunku, ja równocześnie zrywając się z łózka.
- Akira, wracaj. Nie powinieneś ryzykować - Rene dość ostro wydał mi polecenie, ale jego ton był kolejnym pretekstem do tego, by zlekceważyć słowa. 
- Podaj mi koszulę - odpowiedziałem za to. Ze zdiwieniem przyjąłem fakt, że nie protestował. Gdy już miałem na sobie pełną garderobę i zszedłem na dół, było po wszystkim. Na półpiętrze schodów usłyszeliśmy z Rene jeszcze jeden huk, tym razem zdecydowanie mniejszy i okreśłonego pochodzenia - krótka broń palna, raczej kobiecy kaliber.Na korytarzu było ciemno, a włącznik po drugiej stronie pomieszczenia nie ułatwiał Rene sprawy. Chwyciłem go za rękę i tak przeszliśmy po miękkim dywanie głuszącym nasze kroki aż do następnego pomieszczenia, określanego przez większość Playground, czyli boisko, homonimiczne miejsce Playhouse. Na ziemi leżał jakiś mężczyzna z raną postrzałową w głowie. Po prostym wylocie i braku rozbryzgów wnioskowałem, że został zastrzelony z co najwyżej kilkunastu centymetrów odległości, gdy pocisk nie rozwija jeszcze swojej maksymalnej prędkości. Przy kanapie klęczała Mizuka i któryś z mniej wybijających się zabójców, jak wnioskowałem po jego dość topornym zachowaniu. Nie, nie był jakimś koksem, po prostu miał w swojej mimice takie przebłyski, które mi mówiły, że nieczęsto pracował z innymi ludźmi. Oboje pochylali się nad czymś i rozmawiali, ale nie zdążyłem wyłapać ich słów.
- co jest? - spytałem, opierając się plecami o klatkę piersiową Rene. Czułem się dobrze, ale niestety nie mogłem w pełni przewidzieć przyszłości.
- Akira! - Mizuka zauważyła mnie doperio, gdy powiedziałęm na glos swoje pytanie. - Jak ty się tu znalazłeś, przecież...
- Zapominasz, że Akira i ja przeszliśmy trening skrytobójcy, nie dalibyśmy się złapać na persjanie - uśmiechnąłem się na słowa Rene za mną. - Więc? - dziewczyna westchnęła, kiwając głową na trupa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz