Ten facet był typową kanalią. Denerwującym zabójcom, który wykonuje zlecania za pieniążki. Nic dziwnego, że ze świadomością swojej śmierci nie odezwał się, ani słowem na temat zleceniodawcy. Może miał jakąś rodzinę? Zsunąłem w pół powieki, obserwując ładunek wybuchowy. Bezpieczne miejsce, w którym nie uszkodzimy nikogo... Będzie problem. Zasięg tego może być ogromny.
- Co robimy z ciałem? - spytała.
- Wydaję mi się, że możemy zabrać wszystkie rzeczy i jak na razie gdzieś go przechować.
- Przechować? Po co?
- Może sekcja zwłok coś wykaże. Spotkałem się raz z przypadkiem wszczepianie chipów w skórę, by kontrolować swoich ludzi. Co prawda... Jest to rzadkie, ale ostrożności nigdy za wiele. Mogę zobaczyć te zdjęcia? - podała mi je.
Uważnie im się przyjrzałem. Pani Katze, ona i jakaś dwójka, której nie miałem przyjemności jeszcze poznać. Zsunąłem w pół powieki. To oni byli celem, nie cały budynek. Tylko po co przesadzili z tym ładunkiem?
- To co robimy z tym ciałem? - spytałem.
- Skoro mówisz, że do czegoś się może przydać. Zostawmy je. Na razie musimy zastanowić się, gdzie wywieziemy tą bombę. W środku jest dużo ludzi.
- Najchętniej zostawiłbym ją w fabryce pewnego przyjemniaczka, ale może zająć to zbyt dużo czasu i zniszczyć okolicę. Jest tu gdzieś jakiś las? Możemy to zakopać, ziemia zagłuszy trochę wybuch. Ewentualnie - uśmiechnąłem się pod nosem. Że od razu na to nie wpadłem. - Możemy to rozbroić. Nie pierwszy raz spotykam się z taką konstrukcją.
- Skąd pewność, że nie wysadzimy budynku?
- Jeśli mi nie ufasz to... - na chwilę urwałem, przechylając głowę w bok. - W ogóle, jak Ci mówić?
- Mizuka.
- Naoki, miło poznać - uśmiechnąłem się wesoło. - Mizuka, a więc jeśli mi nie ufasz to możemy to wywieźć. Ale wtedy nie zbadamy tej konstrukcji.
- Mówiłeś, że ją znasz - przypomniała.
-Tak, to prawda. Ale nie na tyle dobrze, by określić skąd pochodzi. Jaka decyzja?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz