Akira...? To jeden ze zdjęcia. Zmrużyłem w pół powieki, dziwnie przyglądając się pierw towarzyszce, a później "gościowi". Trup wyglądał co raz koszmarniej, ubrudzony własną krwią, wypływającą z zadanej w czaszkę śmiertelnej rany. Nie ma wątpliwości - kula przebiła czaszkę, a potem śmiertelnie uszkodziła mózg. Organizm nie mógł po prostu "być" bez tak ważnego narządu. Nie trzeba być specjalistą, by stwierdzić, że nie żyje. Wypuściłem z głośnym świstem powietrze z ust.
- Stało się to, co widać - mruknąłem spokojnie. - Został z ważnych powodów zamordowany człowiek. Cała filozofia.
- Co on takiego zrobił? - spytał blondyn, który stał za chłopakiem nazwanym Akirą.
- Wałęsał się tam gdzie nie powinien. Do tego chciał podłożyć bombę, nad którym rozbrojeniem właśnie się zastanawiamy - zacisnąłem wargi w wąską kreskę. - Zastanawiam się, czy wywieźć to gdzieś, czy rozbroić z pewną nutką ryzyka. Ładunek wybuchowy starczył by na wysadzenie co najmniej połowy miasta. Ten kto to zrobił, zna się na swojej robocie. Widziałem już kiedyś podobną konstrukcję, ale przez dokładne zbadanie po z neutralizowaniu można dowiedzieć się co nie co o oprawcy. Jak myślisz, Akiro? Co robić?
Po ostatnim pytaniu pokazałem im te zdjęcia. Pani Katze, Mizuka, Akira i jakaś kolejna dziewczyna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz