Uciekłam.Bo co innego miałam
zrobić... Zrozumiałam. Nie jestem głupia. Nie chcę. Należeć do bandy
,morderców. ,,Death". To słowo huczy w mojej głowie. Szybko biegłam w
kierunku drzwi. Zostawiłam walizki, były by dla mnie tylko ciężarem. a
po za tym, niby zabójcy, niby szpiedzy, a jakoś nie zauważyli jak
znikłam. ,, Cichy zabójca". Otworzyłam drzwi na oścież. Obejrzałam się i
nagle poczułem jak ktoś na mnie wpada. Był to, jakiś blondyn ale to już
bez znaczenia. Wymierzyłam mu cios w twarz. Zatoczył się, jęcząc z
bólu. Po chwili, otrzymał również kopa w bok i został powalony na
ziemię.
-Opanuj się!- krzyknął rozcierając bok. - Jesteś niezła.... Ja jestem Rene i zakazuję ci stąd wychodzić.
- Nie rozkazuj mi!- krzyknęłam oburzona- Bo pożałujesz...
Nagle
zauważyłam odbicie człowieka w szybie. Celował we mnie z pistoletu.
Wyjęłam z kieszeni podręczne lusterko. Zaczął strzelać, a ja odbijałam.
Lecz nie uchroniło mnie to. Dostałam od tyłu. Poczułam lekkie ukłucie i
padłam nieprzytomna na ziemię...
Zdanie które jako pierwsze co usłyszałam po przebudzeniu :
-NADAJE się. Na zabójcę.- padło to z ust... Rene
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz