Wakacje

Obecnie na wakacjach są i nie udzielają się na blogu:

Powyższych osób proszę nie uwzględniać w sposób wiążący w swojej fabule.

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Rene

Jeszcze chwilkę, już, już prawie go mam... i bum! Ja wiedziałem, że tak będzie. Spadłem z impetem z aparatem na środek pustej hali, a echo poniosło daleko moje "łups!". Mężczyzna z blaszanym ustrojstwem obrócił się gwałtownie w moją stronę, a ja uśmiechnąłem się jak dziecko złapane na kradzieży cukierków.
- Co ty do choleru tu robisz? -warknął mężczyzna, sięgając po sztylet... właściwie nóż. Jednosieczny, mocna nasada, raczej dość tępy. Nie, żebym się bał czegoś takiego, ale zrobiłem krok w tył. Akira wolałby uniknąć niepotrzebnego tłumaczenia psom. Co innego, gdyby wydarzył się mu jakiś wypadek. Jak na przykład biedny by się poślizgnął na kałuży benzyny i ją zapalił. Wypadek przy pracy, jak to mówią. A i wątek ekologiczny by był, bo ta azbestowa rudera to o pomstę do nieba woła. Nagle poczułem się jak na filmie akcji klasy D - w mojej kieszeni zabuczały wibracje telefonu. Zdziwiony wyciągnąłem go, nie odwracając wzroku od jeszcze bardziej zdezorientowanego faceta. Na wyświetlaczu pokazał się numer Akiry.
- Kotku, zajęty teraz jes... - urwałem, gdy usłyszałem ciężki oddech Akiry. Nie miałem wątpliwości, że uraz wrócił, pozostawiając go niemal bezbronnego. Niemal, bo nawet w takim stanie potrafiłby się jeszcze osłonić przez dość krótki okres, ale i tak w stanowczo zbyt złym stanie. - Będę tam niedługo, czekaj na mnie - oświadczyłem mu i rozłączyłem się. Poczułem na czole pojedynczą kroplę potu.
- Ty szczeniaku, nie będziesz mnie lekceważył! - facet już się otrząsnął, i teraz z nożem w obu dłoniach skoczył na mnie. Fascynowały mnie pozy amatorów, ale teraz, to wręcz płakałem z frustracji, że aparat był uszkodzony. Facet miał jakieś pięćdziesiąt lat, może trochę mniej, a piwny brzuszek nie dawał mu przewagi z pewnością. Szybkim ruchem wyciągnąłem sztylet z pochwy i przeciąłem nadgarstek napastnika. Nie zależało mi na jego śmierci, i tak sąd ludu to załatwi za mnie. Wyskoczyłem przez okno na wilgotną trawę i udałem się do grupki oczekujących mnie wieśniaków.
- Nie wiem, jak się nazywa, ani po co to robił, ale na pierwszym piętrze będzie leżał facet, który bawił się reflektorami ukradzionymi z teatru - machnąłem ręką.
- Dziękujemy bardzo. Jeśli chodzi o zapłatę, to... - zaczął wójt, ale machnąłem ręką, uciszając go.
- Na konto, ja nie zbieram pieniędzy - odpowiedziałem krótko. - A teraz, jeśli panstwo wybaczycie - mrugnąłem okiem do dwóch młodych kobiet, które zaczęły piszczeć. Bez problemu znalzłem swój czarny Kawasaki i już po chwili byłem na drodze.

- Mizu, co jest? - złapałem dziewczynę przy drzwiach Playhouse.
- Jest w pokoju, pewnie śpi - odpowiedziała Mizuka. Byłą zmęczona, ale bardziej niż ciało dokuczała jej psychika. Mogłem tylko zgadywać, co robiła, żeby kółko różańcowe Katze się nie domyśliło niczego.
- Idę - oznajmiłem i wyminąłem ją. Na korytarzu przy drzwiach pokoju Akiry stał jakiś młody Hitokiri. Bez słowa przeszedłem obok niego do swojego pokoju, a potem ukrytymi drzwiami do Akiry. Nie przewidziałem, że nie był sam...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz