Wakacje

Obecnie na wakacjach są i nie udzielają się na blogu:

Powyższych osób proszę nie uwzględniać w sposób wiążący w swojej fabule.

środa, 22 stycznia 2014

Ilia

Minęło ledwie kilka godzin, a w kamienicy zdążyliśmy mieć już szpiega, bombę, a nawet sapera. Na szczęście udało nam się wyjść z tego wszystkiego prawie bez szwanku. Prawie bo saper zranił jedną z nowych Hitokiri. Dziewczyna straciła na chwilę przytomność, a kiedy ją odzyskała nie chciała przyjąć żadnej pomocy tylko pognała za Rene, ktory nawiasem mówiąc wygladał jakby ktoś go porządnie wkurzył. 
Wolałam się upewnić, że nowa nie rozzłości go jeszcze bardziej jakimś niepozornym słowem, które normalnie zbyłby uśmiechem i wzruszeniem ramion. Kiedy jednak poszłam za nimi od razu zauważyłam, że było za późno. Dziewczyna stała przed zabójcą, wpatrzona w niego jak w obrazek. Rene natomiast miał mord w oczach i widziałam, że jest na granicy wybuchu. Chciałam wkroczyć i powiedzieć coś co rozładowałoby sytuację, ale uprzedził mnie Akira, który w tej samej chwili z rozmachem otworzył drzwi.

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Akira

Zawahałem się, co powinienem odpowiedzieć. I jak. Moja relacja z Rene była dość specyficzna, a i sam Rene do najłatwiejszych ludzi nie należał.
- Powiedzmy, że ma pewne dość wrażliwe punkty w swojej psychice... - zawahałem się, prawie pewny, że moja odpowiedź nie pomogła, a jeszcze namnożyła Kaito pytań.
- To znaczy? - jak ja nie lubiłem takiego tonu, na wpół sarkastycznego, na wpół kpiącego. Nie miałem najmniejszych wątpiwości, jak będzie wyglądać współpraca tej dwójki. Oby tylko reszta się nie przyłączyła, bo wojna w Playhouse to jedyne, czego nam było trzeba. Pomijając hiszpańską inkwizycję i plagę szarańczy, oczywiście.
- Po prostu uznaj to za część Rene i tyle - uśmiechnąłem się wymijająco. Kaito miał zamiar coś powiedzieć, ale na szczęście przed kolejnym pytaniem z serii "trudne sprawy" uchronił mnie wystrzał gdzieś na terenie Playhouse.
- Co to jest?! - chłopak rozejrzał się dookoła.
- Jest kilka opcji - odpowiedziałem, spokojnie. Zdążyłem się już przyzwyczaić, że w miejscu, gdzie każdy ma przy sobie broń czasami dochodzi do takich "wybuchów emocji". - Albo się jakaś dwójka szczeniaków pokłóciła, albo mamy przeszpiegi, albo ktoś próbuje uciec. Ewentualnie, ale to już z mniejszym prawdopodobieństwem, facet od pizzy nie miał jak wydać. Ja bym się tam nie przejmował, ktoś już na pewno załatwił sprawę - odpowiedziałem. - A teraz, jeśli mi wybaczysz - skłoniłem się lekko na wzór kultury mojego kraju i odszedłem. Musiałem złapać kogoś z na tyle spokojnym charakterem, żeby opanować Rene. A wiedziałem, że ja tą osobą nie bylem w obecnej sytuacji. Dlaczego on musi wszystko widzieć monochromatycznie...

Kaito

Polubiłem Akirę. Można było z nim normalnie porozmawiać, mimo, że większość domowników była przynajmniej denerwująca. Szok spowodowany staniem się głównym, minął szybko. W końcu, czego innego mogłem się spodziewać? Słyszałem o śmierci "kogoś ważnego". Że wcześniej o tym nie pomyślałem. Lekko się zdziwiłem zachowaniem tego blondyna, ale nie pokazałem tego po sobie. Posłałem mu kpiące, pełne pewności siebie spojrzenie.
 - Nic takiego - odburknąłem zirytowany, zakładając ręce za piersi. - Jakiś problem, Rene?
Chłopak zacisnął dłonie w pięści, patrząc na mnie wrogo. Nie za bardzo rozumiałem o co mu chodzi, ale nie za bardzo mnie to w tej chwili interesowało. Chłopak mnie lekko zdenerwował swoim  zachowaniem, a wyraz twarzy Akiry tym bardziej pogłębił moją irytację.
 - Jak to co?! - wrzasnął blondyn.
Uniosłem rozbawiony brwi ku górze, wykrzywiając wargi w typowym dla mnie, złośliwym uśmieszku. Chłopak klną głośno pod nosem, a widząc, że nie wyprowadzi mnie teraz z równowagi - wyszedł z pokoju, trzaskając drzwiami. Usłyszałem głos jakieś dziewczyny na korytarzu.
 - O co mu chodziło? - zwróciłem się do Akiry.

czwartek, 16 stycznia 2014

ZMIANY TECHNICZNE

Jak już pewnie zauważyliście, w blogu weszło kilka zmian:
- pojawiła się informacja o nieobecnościach. Jest ona aktualizowana raz na dzień na podstawie waszych wcześniejszych zgłoszeń do Kuroneko.
- pojawił się regulamin wstawiania postów. Wszystkich piszących z wlasnego konta proszę o zapoznanie się z nim.
- powstał czat bloga, również na zakładce dla niezacinania się całego bloga. Proszę się w nim podpisywać imieniem swojej postaci ( w przypadku posiadania dwóch, wybór jest dowolny). Obowiązuje netykieta i regulamin bloga. Jeśli zasady będą łamane lub czat posłuży jednie celom reklamowym, zostanie usunięty z powodu braku celu.

Misao

Gdy się obudziłam, ujrzałam twarze, twarze pochylonych nade mną członków PH. Nie ucieszyłam się zbytnio. Jedna z dziewcząt podała mi rękę. W tedy zrozumiałam, że zachowałam się wobec jednego z członków bardzo niefair. Co prawda, blondyna nie było koło mnie, ale musiałam go przeprosić, tak dla zasady. Odtrąciłam rękę dziewczyny i sama wstałam bez pomocy. Otrząsnęłam się i miałam już odejść, gdy usłyszałam za sobą głos p. Katze:
- Czy wytłumaczyć ci coś? Bo niedługo wyruszasz na pierwszą misję... - poczułam ucisk w gardle, lecz wydusiłam:
- Jednej rzeczy potrzebuję. Potrzebna mi obecna lokalizacja Rene, tego blondi.
- Rozmawia z chłopakami na korytarzu. Ale... - nie zdążyła dokończyć, bo wyszłam. Przysunęłam się do ściany.
- Co tu się do cholery kręci?!- usłyszałam syk Rene. Nie chciałam się w to mieszać więc poczekałam aż skończą rozmawiać, po czym pobiegłam za Rene, który szedł energicznym krokiem. Był wściekły.
- Cześć. Ja jestem tą dziewczyną, która dała ci w twarz.
- Pamiętam- oświadczył ponuro.- Misao, tak?
- Tak. Chciałam cię za to przeprosić. To nie było w porządku - jego twarz na moment rozjaśnił uśmiech.
- Masz rację. nie było... - przez następne minuty rozmowa się nie kleiła. W końcu przerwałam ciszę.
- Chciałbyś może iść pobiegać? Ze MNĄ?

Rene

Jak on śmiał! Gdyby nie fakt, że byliśmy w dość pokaźnym tłumku, już dawno by pożałował, że żyje na tej planecie. Moja wściekłość sięgnęła zenitu w momencie, gdy Katze oświadczyła, że mam być podwładnym tej francy. Nie wytrzymałem i wyszedłem zanim skończyło się zebranie, na szczęście nie przyciągając zbyt wielkiej uwagi na siebie. Postanowiiłem, że gdy tylko sprawy się nieco uspokoją i będzie okazja na samotność, to wyjaśnię sobie z nim kilka spraw. Kto, jak kto, ale ja nie pozwolę sobie robić na moje własne podwórko.
Zauważyłem kątem oka, że ktoś wymyka się drzwiami na zewnątrz. I nie była to z pewnością ucieczka na nocny spacerek w czasie pogadanki. Zbliżyłem się i momentalnie skojarzyła mi się twarz dziewczyny ze zdjęciem nowej rekrutki po jakimś kolesiu od wieczorków. Miałem zamiar ją zatrzymać, ale... dostałem w twarz. Było to tak zaskakujące, że na chwilę mnie zamroczyło, a sam cofnąłem sięw tył. Nie trwało to jednak długo i szybko syknąłem na dziewczynę. I właśnie wtedy wtrącił się nagle jeden z saperów, zaczynając bez większej przyczyny ostrzał. Ku mojemu zdziwieniu byłem świadkiem dość spektakularnej obrony. Nie miałą ona jednak racji bytu na dłuższą metę, więc w końcu dziewczyna dostala w jakieś niezbyt poważne miejsce i straciłą przytomność. Strzały ściągnęły dość sporą grupkę ludzi, wśród których jako jedna z pierwszych pojawiła się Ilia.
- Zajmij się nią - powiedziałem, po czym odszedłem, kożystając z zamieszania. Dość szybko znalazłem Akirę. moje ciśnienie jednak nie miało być oszczędzone, gdyż Aki był... z moim nowy przełożonym. Bez chwili zastanowienia podszedłęm do dwojki, wyraźnie dobrze się ze sobą czującej.
- Co tu się do cholery kręci?! - syknąłem, przesłaniając barkiem Akiego. Na twarzy chłopaka j\pojawiła się mieszanka zszokowania i strachu. Chciał mnie odsunąć, ale nie pozwoliłem mu na to. Spojrzałem w oczy nowego, a ich wyraz zdecydowanie mi się nie spodobał.

Misao

Uciekłam.Bo co innego miałam zrobić... Zrozumiałam. Nie jestem głupia. Nie chcę. Należeć do bandy ,morderców. ,,Death". To słowo huczy w mojej głowie. Szybko biegłam w kierunku drzwi. Zostawiłam walizki, były by dla mnie tylko ciężarem. a po za tym, niby zabójcy, niby szpiedzy, a jakoś nie zauważyli jak znikłam. ,, Cichy zabójca". Otworzyłam drzwi na oścież. Obejrzałam się i nagle poczułem jak ktoś na mnie wpada. Był to, jakiś blondyn ale to już bez znaczenia. Wymierzyłam mu cios w twarz. Zatoczył się, jęcząc z bólu. Po chwili, otrzymał również kopa w bok i został powalony na ziemię.
-Opanuj się!- krzyknął rozcierając bok. - Jesteś niezła.... Ja jestem Rene i zakazuję ci stąd wychodzić.
- Nie rozkazuj mi!- krzyknęłam oburzona- Bo pożałujesz...
Nagle zauważyłam odbicie człowieka w szybie. Celował we mnie z pistoletu. Wyjęłam z kieszeni podręczne lusterko. Zaczął strzelać, a ja odbijałam. Lecz nie uchroniło mnie to. Dostałam od tyłu. Poczułam lekkie ukłucie i padłam nieprzytomna na ziemię...


 Zdanie które jako pierwsze co usłyszałam po przebudzeniu :
-NADAJE się. Na zabójcę.- padło to z ust... Rene

Kaito

Pani Katze głośno westchnęła, zacisnęła dłonie na blacie biurka i przeniosła na nas swoje bystre spojrzenie.
 - Otsune Ishihara i Ikemoto Matsumara nie żyją. Zginęli podczas jednej z akcji... Nie spodziewali się, że na miejscu będzie tak wiele wrogich jednostek.Takie informacje przekazał minister.
Na sali zapanował cichy gwar. Wszyscy byli smutni, nie wiedzieli co powiedzieć. Zauważyłem nawet na niektórych policzkach łzy. Nie znałem tej dwójki, ale najwyraźniej byli dość lubiani w grupie. Kiedy na powrót zapanowała cisza pani Katze kontynuowała:
 - Niestety, jak wiecie jak najszybciej musimy wybrać nowego głównego Hitokiri. Został on już wybrany.
 - Tak szybko? - ktoś z końca wtrącił się do przemowy kobiety, ale gdy ktoś go szturchnął umilkł.
 - Poznajcie Katio  Fukushimę. Przybył do nas z innej sekcji.
No to mnie nieźle wmurowało. Pani Katze kiwnęła na mnie ręka, bym podszedł. Zrobiłem to co kazała. Słyszałem, że mam pomóc, ale nikt mnie nie uświadomił o podjęciu tak ważnego stanowiska. Wszyscy przyglądali mi się z niemałym zainteresowaniem, co lekko mnie poczęło irytować. Takie zaskoczenie... Eh. Mogli mnie chociaż o tym powiadomić, a nie stoję teraz jak ten idiota i nie mam bladego pojęcia co robić. Cholera.

wtorek, 14 stycznia 2014

Akira

- Łał. To coś ze słynnych paranormalnych zdolności? - spytał, nie kryjąc ciekawości i fascynacji. Kiwnąłem tylko głową, przynykając nieco powieki.
- A ty jesteś...
- Kaito - dokończył za mnie. Kaito Fukushima, niedawno mnie tu przenieśli z innej sekcji. Z tego, co słyszałęm, jest zbiórka u Katze - powiedział, przygryzając język figlarnie. Sam nie wiem, czemu, ale wydał mi sie kimś nieumiącym kłamać. W odróżnieniu do mnie, najwyraźniej przeciwieństwa mają do siebie nosa.
- W jakim celu? - spytałem, równocześnie wstając na równe nogi.
- Bo ja wiem? Tak po prostu, chodź! - pociągnął mnie za rękę i sam nie zauważyłem, kiedy znaleźliśmy się w środku a okno było zamknięte. Chłopak pociągnął mnie dalej korytarzem, aż znaleźliśmy się pod drzwiami Katze. Nie, żebym nie znał drogi bez jego samozwańczej pomocy, ale najwyraźniej sprawiało mu to przyjemność. Sam nie wiem, kiedy, ale zacząłem się śmiać razem z nim. Jeden zakręt przed drzwiami napotkaliśmy Mizukę w towarzystwie Rene. Blondyn popatrzył na naszą dwójkę, zawieszzając na chwilę wzrok na moim nadgarstku, trzymanym kurczowo przez Kaito, ale nic nie powiedział. Wiedziałem, że  miał na to ochotę, ale równocześnie wie, że zrozumiałem już wystarczająco komunikat. Przewróciłem tylko oczyma, przeciskając się przez bezkształtną bandę na sam przód, gdzie stały zawsze na zebraniach trzy fotele obite granatową eko-skórą trzeciej kategorii. Katze za biurkiem była lekko mówiąc zdenerwowana. Zawisiłem na niej wzrok i czekałem, co zrobi. Na ramieniu poczułęm nagle dotyk Rene.
- Jak tylko to się skończy, to porozmawiamy - szepnął mi do ucha z dziwną nutką w głosie. Westchnąłem głośno, jednak nie na tyle, by to usłyszał przez wszechobecny szum.
- Kochani, już wszyscy są, więc mogę zaczynąc - powiedziała w pewnym momencie Katze. Pomimo, że jej głos był cichy, wszyscy usłyszeli go idealnie i zamilkli. 
- Jak to wszyscy? - wyrwał się ktoś z tłumu. - A Otsune-sama i jej chłopak? - dopiero w tej chwili zauważyłem, że na fotelu obok Mizuki leży jedynie przewieszony przez pół czarny płaszcz zamiast dziewczyny.

niedziela, 12 stycznia 2014

Mizuka

Po wyjściu Ilii i Naoki’ego zaprowadziłam Misao do kuchni. Kazałam jej usiąść na najbliższym krześle, a sama przysiadłam na kuchennym blacie i zaczęłam rozmowę.
- Wiesz, po co tu jesteś?
Dziewczyna pokręciła głową.
- Nie wiem nawet, co to za miejsce – wyznała
Zaczęłam jej wszystko dokładnie tłumaczyć. Opowiedziałam o przeznaczeniu Playhouse, o pani Katze i o profesjach. Kiedy zaś doszłam do jej roli w tym wszystkim do kuchni wpadł Rene. Ledwo nasze oczy się spotkały, wiedziałam, że coś jest bardzo nie tak.
- Kto…? – spytałam, zeskakując z blatu i podchodząc do chłopaka
- Główna Hitokiri – odparł krótko – Katze wzywa wszystkich głównych i zabójców do gabinetu…
Nie musiał nic więcej mówić.
- Idź po Akirę – poprosiłam – Tylko z tobą będzie chciał teraz rozmawiać. Ja zbiorę resztę i za pięć minut się spotkamy
- Dobra – zgodził się i wybiegł
- Co się dzieje? - zapytała zdezorientowana Misao
- Wytłumaczę ci po drodze – powiedziałam, łapiąc ją za rękę – Chodź!
Pobiegłyśmy na górę gdzie mieściły się pokoje zabójców. Pukałam po kolei do wszystkich, informując co się stało. Po kilku minutach zrobiło się małe zamieszanie, bo wszyscy się przekrzykiwali, chcąc poznać szczegóły.
- Cisza! – krzyknęłam – Jak chcecie dowiedzieć się czegoś więcej to się uspokójcie i chodźcie ze mną do gabinetu Katze!
Dopiero po tych słowach zapanował względny spokój. Szybkim krokiem poprowadziłam zabójców w wyznaczone miejsce. Mniej więcej w połowie drogi dołączyli do nas Rene i Akira.

Rene

Włóczyłem się bez większego celu po korytarzach, myśląc o tym, co się wydarzyło. Nie byłem pewien, dlaczego Akirę tak poniosło, jego wzrok cały czas był przed moimi oczami. Ale wiedziałem, że ciągniecie go teraz za język było najgłupszą rzeczą, jaką mogłem zrobić. Nawet nie zauważyłem, kiedy znalazłem się pod drzwiami Katze. Usłyszałem szum i jakieś trzaśnięcie. Biorąc pod uwagę, że wejście smoka nie było zbyt ambitnym przedsięzwięciem, przystawiłem zamiast tego ucho do drzwi.
- ... żyje! Przecież to była zwykła misja! - Katze była na wpół oszołomiona, na wpół przerażona. Ostatni raz była w takim stanie chyba z 5 lat temu, gdy Frederich, jej syn, okazał się był jednym z shinobi do wynajęcia, zamieszkałym gdzieś w okolicach Yokohamy i mającym na koncie już kilku podopiecznych matki, a moich towarzyszy broni. Słuchałęm dalej. - Rozumiem, powiem im. T-tak, jak najszybciej zamelduję panu decyzję, panie ministrze - oświadczenie to tylko cudem nie stało się szlochem. Katze odłożyła słuchawkę i usiadła. A przynajmniej tak wnioskowałem, sdzać po dźwiękach przesuwanego krzesła.
- Rene, możesz wejść - oświadczyła głośno. Mlasnąłem językiem niezadowolony i weszłem.
- Kto? - zapytałem tylko bez wyrazu.
- Otsune i Ikemoto. Zwołaj mi Akirę, Mizukę i zabójców, musimy znaleźć nowego Hitokiri, który poprowadzi resztę - kiwnąłem głową i opuściłem. Mimo wszystko, byłem zabójcą, jedna śmierć nie mogła robić na mnie wrażenia. Przynajmniej przy innych. Na Mizukę wpadłem jako pierwszą, i to stosunkowo szybko. Nie była sama.

piątek, 10 stycznia 2014

Akira

Przeszedłem korytarzem do okrągłego okna na dachu i otworzyłem je. Na dworze było chłodno, ale w tym momencie cieszyłem się z tego. Podciągnąłem się i wszedłem na spadzisty dach, przymykając szybę za sobą nogą. Przeszedłem aż do komina i usiadłem przy nim, zwrócony w stronę księżyca. Dopiero po chwili zorientowałem się, że byłem cały mokry. Padało, choć był był to ten szczególny rodzaj deszczu, o którym w moim kraju mówiona "mglisty", gdy nie widać kropel, a wszystko dotknięte jego niewidzialną dłonią staje się wilgotne aż do rdzenia swojego jestestwa. Przeciągnąłem się i zacząłem nucić starą melodię japońską - "Kojo no Tsuki", czyli "Księżyc nad zamkowymi ruinami". Nie aż tak dawno miałem próby do przedstawienia. Dla rozluźnienia zacząłem sobie przypominać detale kimona, w którym odgrywałem swoją rolę. Pierwsze było białe jak śnieg, delikatne i cienkie, choć nie składające się. Drugie, kimono właściwe, było szkarłatnoczerwone o mieszanej fakturze, przybierając pod wpływem światła odcienie od szkarłatu dachów świątyń shinto, aż po czerń bezksiężycowej nocy. Miało też troszkę krótszy rękaw niż poprzednie, aby pokazywać brzeg każdej warstwy. Ostatnie kimono sięgało jedynie nieco poniżej bioder, z najdłuższym i najszerszym rękawem, wykonane z ciężkiego materiału. Na lśniącej powierzchni w odcieniu mocnego błękitu pruskiego odznaczały się setki ręcznie wyszywanych kwiatuszków młodej jabłoni i czereśni, połączone na jednorocznych gałązkach i pnączach o małych, szerokich listkach, przypominających nieco te europejskich lip. Koobieta, którą grałem była boginką, córką arystokratycznego Tsukiyomi - boga księżyca i wodnej pani, określanej przez nas youkai, Mizunagi. W kulminacyjnej scenie, ogarnięta tęsknotą za niebiosami, gdzie jej ojciec przebywa, unikając wzroku wielkiej Amateratsu, jednocześnie z melancholią wspomina matkę, a w onirycznym i wręcz somnambulicznym tańcu towarzyszą jej widma smoków w zwiewnych szatach, to na jawie, to w sferze duchów.
Dopiero teraz zorientowałęm się, że ktoś obok mnie siedzi. Spojrzałem w bok, a mój towarzysz odsunął się ode mnie, gdy zobaczył parę świecących oczu. Przyzwyczaiłem się już do tego. Z lekkim zaskoczeniem przyjąłem fakt, że mój koci wzrok nie wywołał jedynie strachu, a, może i zwłaszcza, fascynację pięknem.
- O co chodzi? - spytałem, strzepując krople z włosów, może nieco zbyt naśladując filigranowe bohaterki teatru kabuki.

czwartek, 9 stycznia 2014

Ilia

- Świetnie - uśmiechnęła się Mizuka - Może uda nam się czegoś dowiedzieć o zleceniodawcy. Musimy oddać wszystkie kawałki do znajomego speca Katze, a przy okazji odwieźć intruza do kostnicy. 
- Mogę się tym zająć - zaoferowałam, a Mizuka wyraźnie odetchnęła z ulgą. 
Widocznie miała jeszcze sporo roboty z tą nowa no i obowiązki głównej Hitomiri i nie uśmiechało się jej dodatkowe wyworzenie trupa. 
- Możesz zabrać furgonetkę. Będzie Ci łatwiej wszystko przetransportować - poradziła
- Ok - zgodziłam się - To do zobaczenia pózniej! - pożegnałam się ze wszystkimi po czym wróciłam do salonu gdzie leżały szczątki rozbrojonej bomby i szpieg z raną postrzałową.
Zaczęłam szybko zbierać wszystkie części konstrukcji wybuchowej, uważając by niczego nie pominąć. Byłam tak zaabsorbowani zadaniem, że nawet nie zorientowałam się, że 
Naoki tu za mną przyszedł. Zauważyłam go dopiero kiedy usłyszałam jak zapina zamek błyskawiczny worka, do którego wcześniej włożył trupa. Posłałam chłopakowi spojrzenie w którym mieszało się zdumienie i wdzięczność.
- Chcę ci pomóc - wyjaśnił, nieznacznie wzruszając ramionami. 
- Dzięki - uśmiechnęłam się promiennie - Będzie raźniej i szybciej się z tym uporamy.

Naoki

Sprawa z czerwonowłosą nieznajomą skończyła się dla mnie szybko. Pomogłem jej z zakryciem rany. Nie udało nam się nawiązać dłuższej konserwacji, bo przybyła po mnie jakaś fioletowo włosa dziewczyna.
 - Chodź - mruknęła. 
Poszliśmy do pomieszczenia w którym spokojnie leżał sobie nasz ładunek wybuchowy.
 - Mizuka powiadomiła mi co się stało. Rozbroimy, więc to razem. Jestem Ilia. 
 - Naoki. 
Dziewczyna okazała być się całkiem znośną. Miło nam się rozmawiało, do tego znaleźliśmy wspólne tematy. Dzięki niej pogłębiłem swoją wiedzę na temat ładunków wybuchowych. Rozbrojenie zajęło nam trochę dłużej jak 40 minut. Ilia przyznała mi rację - konstrukcja była wyjątkowo złożona. Kiedy udało nam się wykonać robotę, usłyszałem głos Mizuki. 
 - Siema - przywitałem się. - Miło mi poznać, Misao.
Mimo iż starałem się być miły, raczej mi nie wyszło. Moja wrodzona oschłość dała się we znaki. Oby się nie przestraszyła. Nie chcę robić za "tego złego". 
 - Cześć - Ilia uśmiechnęła się wesoło. - Witaj w Playhous'ie.
 - Skończyliśmy robotę - zwróciłem się do Mizu. - Teraz trzeba tylko zająć się zbadaniem tego ustrojstwa. 

Misao

Ta dziewczyna jest istnym darem od boga. Na serio. Ma na imię Mizuki, ale bardziej pasowało mi do niej określenie Mizia. Lecz nadal zastanawiałam się czemu tata wysłał mnie do szkoły dla MORDERCÓW??? A wracając do Mizuki, usiadłyśmy na kanapie i zaczęłyśmy rozmawiać. Dziewczyna zrelacjonowała mi całe wydarzenie, które miało niedawno miejsce.
- Nigdy nie zapomnę tego wieczoru - krzyknęła na końcu.
- A czy jakąkolwiek misję zapomnisz? Oczywiście taką z Akirą? - zachichotałam. - Hmmmmm?
- Śmiej się, śmiej!!! HAHAHAH jakie to zabawne! - zarumieniona dziewczyna właśnie kończyła ciastko pozostałe po imprezie. Gdy skończyła, Mizia postanowiła poznać mnie z innymi lokatorami. No i pokazać mi mój pokój. Nie był zły. Musiałyśmy przytargać do niego moje wszystkie walizki i torby, po czym rzuciłyśmy się na łóżko.
- Chodź już, musimy cię z kimś poznać....Albo nawet wyswatać.... - Mizia zaczęła się podnosić.
- Ciebie już nie trzeba.... - odpowiedziałam. Ruszyłyśmy się więc. Jako pierwszych zauważyłam zgrabną fioletowowłosą dziewczynę i wysokiego mężczyznę.
-To jest Naoki i Ilia - powiedziała Miuzuka. - A to jest Misao Kistusne.
-Cześć - rzuciłam i mam nadzieję, że nie zabrzmiało to niepewnie.

Naoki

Było to dla mnie przynajmniej dziwne, że wszyscy postanowili olać coś co za 3 godziny może po prostu nas zabić. Ale po co się wtrącać? Skoro osoba nazwana Ilią ma mi pomóc, to raczej nie będzie problemu z rozbrojeniem tego czegoś. Sam potrafiłem zająć się ładunkiem wybuchowym, ale nie o tak skomplikowanej konstrukcji. Razem będzie raźniej. Trupem też nikt się nie zainteresował, więc po prostu opuściłem ten przeklęty pokój. I gdzie ja mam iść? Nie chce mi się znowu siedzieć w pokoju. Mimowolnie się skrzywiłem, lecz na całe szczęście ktoś wybawił mnie od nudy.
 - Apteczka? Z tego co się orientuję to powinna być w łazience - odpowiedziałem na zadane pytanie. - Chodź, zaprowadzę cię.
Skierowałem się jednym z korytarzy, dziewczyna za mną. Dłonie trzymałem w kieszeniach spodni.
 - Tak pro po, po co Ci ona?
 - Zacięłam się - wyjaśniła spokojnie, wskazując na rękę.
 - Jak Ty to zrobiłaś? - spytałem, wypuszczając głośno powietrze z ust. W moim głosie brzmiała nagana.
Naburmuszyła się lekko, ale nie odpowiedziała. Po chwili doszliśmy na miejsce. Sięgnąłem do wysokiej szafki i wyciągnąłem z niej potrzebne rzeczy.
 - Proszę - wręczyłem jej przedmiot. - Pomóc Ci, czy dasz sobie radę sama?

Mizuka

Wiedziałam, że Rene dobrze zna Akirę i wyczuwa, kiedy potrzebuje wsparcia, ale mimo to coś nie dawało mi spokoju. Nasz główny Hitoshiri nigdy dotąd tak się nie zachowywał. Żadne z nas nigdy nie podważało decyzji innych głównych przy reszcie Playhouse żeby ten ktoś nie stracił autorytetu. Poza tym dobrze wiedział, że jeśli mu to przeszkadzało to mógł ze mną pogadać. Zazwyczaj tak robił, zresztą i vice versa…. Podejrzewałam, więc, że te jego dzisiejsze demonstracje niechęci i gniewu muszą znaczyć coś więcej. Może to przez jego kręgosłup…? A może wie coś, co przed nami ukrywa…?
Postanowiłam szczerze z nim pogadać, żeby oczyścić sytuację i wszystko wyjaśnić.
- Na razie zostaw tą bombę – powiedziałam do Naoki'ego – Niedługo wróci Ilia i razem się tym zajmiecie, ok?
- W porządku – zgodził się, a ja posłałam mu delikatny uśmiech i wyszłam z pokoju za Akim.
Hall okazał się cichy i pusty, więc postanowiłam poszukać w innych miejscach. Nie byłam pewna, czemu, ale nogi same mnie poniosły przed drzwi gabinetu pani Katze. Kiedy się zbliżyłam usłyszałam krzyki pani Katze. Było to dziwne, bo szefowa była zawsze spokojna i opanowana, a teraz darła się bez ogródek.
- Zostaw to! Co ty sobie wyobrażasz?! Myślisz, że możesz od tak tu wchodzić i grzebać w moich rzeczach? Czyś ty oszalała?
Zdumiona uchyliłam drzwi i zobaczyłam, że Katze wydziera się na tą nową, jasnowłosą dziewczynę. Ups… prawdę mówiąc w tym całym zamieszaniu z bombą i wieczorkiem całkiem o niej zapomniałam. Poczułam się, więc w obowiązku naprawić ten błąd i uratować jej skórę. Zapukałam delikatnie do drzwi, a kiedy Katze się odwróciła oznajmiłam:
- Pani Katze, potrzebuję pomocy w sprzątaniu po wieczorku
- Jak to? – zdziwiła się – Jeszcze tego nie zrobiłaś?
- Nie zdążyłam – załamałam bezradnie ręce – Ledwie udało mi się doczyścić dywan z wylanego wina i przekąsek, a co dopiero mówić o zmywaniu…. – zawiesiłam dramatycznie głos – Sama nie wyrobię się z tym do rana
- W takim razie – w oczach Katze zamigotały złośliwe ogniki – Panna Kitsune ci pomoże, a dokładniej pozmywa wszystkie naczynia
- Ale…! – Jasnowłosa nie wyglądała na zadowoloną
- Bez dyskusji! – ucięła Katze – A teraz dobrze ci radzę, zejdź mi z oczu!
Dziewczyna fuknęła ze złością, ale posłusznie opuściła gabinet. Kiedy zamknęłam za nią drzwi, posłała mi mordercze spojrzenie.
- Wrobiłaś mnie! – warknęła, a ja wzniosłam tylko oczy ku sufitowi i bez słowa pociągnęłam ją do kuchni. Po chwili nowa wytrzeszczyła oczy na idealnie wysprzątaną kuchnię – Gdzie są…? – zaczęła
- Właśnie o to chodzi, że nie ma – przerwałam jej – Wymyśliłam tę bajeczkę ze zmywaniem naczyń żeby Katze się na tobie nie wyzywała. Za grzebanie w jej dokumentach bez kary by cię nie wypuściła, a tak miała idealną okazję by cię w coś wpakować i mieć spokój – wyjaśniłam – A tego, że to nie ty pozmywałaś te naczynia przecież nie musi się dowiedzieć, nie? – uśmiechnęłam się do niej pogodnie.

Rene

Akira przesunął palcami po gładkiej obudowie. Na chwilę zatrzymał je na pewnym fragmencie, po czym przystąpił do dalszego rozpoznania.
- Rene, możesz mi podać tableta ze schowka? - spytał mnie w końcu. Skinąłem głową bez słowa. Wiedziałem, że i tak powie tyle, ile będzie chciał, a reszty dowiem się na osobności, jeśli będzie taka potrzeba. Podałęm urządzenie, a on je włączył, nie zwracając nawet na to większej uwagi.
- Mizu, pamiętasz akcję sprzed około roku z rosyjską mafią? Gang Żywota i Ruki (dla nieznającyj języka rosyjskiego: żywot-brzuch, ruka-ręka)?
- T-tak, coś pamiętam. To chodziło przemyt narkotyków do USA, tak? - spytała, mrużąc nieco oczy.
- Mniej więcej. I Planów bomb - potwierdził.
- Więc to jest to? - spytałem, nachylając się nad chłopakiem. 
- Nie do końca, bardziej prototyp. Na systemie powinienem mieć skany planów, ale mogą się nieco różnić, choć idea pozostaje ta sama - wyczuwałęm w jego głosie niepewność, jako jedyny zreesztą.
- Nie jesteś w stanie tego rozbroić, prawda? - spytałem prosto z mostu, podchodząc do okna. Na dworze było już ciemno i zaczynał siąpić deszcz.
- Nie byłem szkolony. Ktoś z przeszkoleniem nie powinien nieć problemu.
- Ale... - ciągnąłem dalej. Byłęm pewien, że istnieje jakieś ale, Akira był zbyt zaniepokojony faktem, że nie zna się na rozbrajaniu. Na moje stwierdzenie westchnął głęboko, symbolizując, że się poddaje.
- Ale jedyną osobą, która się tego uczyła u nas jest na misji, a ja nie mam z nią bezpośredniego kontaktu - w końcu powiedział.
- Jak to: nie masz? - do rozmowy włączyła się Mizuka, zszokowana faktem, że Akira nie może namierzyć wszystkich bez problemu.
- Po prostu, sama wnosiłaś, żebym nie miał łączności z zabójcami i szpiegami bez ich zgody, więc pretensje zachowaj dla siebie - prychnął, wstając gwałtownie. Obejrzałem się za siebie, zaniepokojony. Akira zacisnął ręce w pięści, po czym sztywnym krokiem wyszedł szybko, zostawiając mnie samego z dwójką ludzi, którzy niechętnie zauważali moją obecność.Martwiłem się o Akirę, wiedziałem, że jest nieźle zdenerwowany, skoro nawet się z tym nie krył.
- Nie powinieneś za nim iść? - spytał zabójca, ale ja tylko pokiwałem głową.
- I tak nic to nie da - stwierdziłem, nie okazując większych emocji.

Naoki

Akira...? To jeden ze zdjęcia. Zmrużyłem w pół powieki, dziwnie przyglądając się pierw towarzyszce, a później "gościowi". Trup wyglądał co raz koszmarniej, ubrudzony własną krwią, wypływającą z zadanej w czaszkę śmiertelnej rany. Nie ma wątpliwości - kula przebiła czaszkę, a potem śmiertelnie uszkodziła mózg. Organizm nie mógł po prostu "być" bez tak ważnego narządu. Nie trzeba być specjalistą, by stwierdzić, że nie żyje. Wypuściłem z głośnym świstem powietrze z ust.
- Stało się to, co widać - mruknąłem spokojnie. - Został z ważnych powodów zamordowany człowiek. Cała filozofia.
- Co on takiego zrobił? - spytał blondyn, który stał za chłopakiem nazwanym Akirą.
- Wałęsał się tam gdzie nie powinien. Do tego chciał podłożyć bombę, nad którym rozbrojeniem właśnie się zastanawiamy - zacisnąłem wargi w wąską kreskę. - Zastanawiam się, czy wywieźć to gdzieś, czy rozbroić z pewną nutką ryzyka. Ładunek wybuchowy starczył by na wysadzenie co najmniej połowy miasta. Ten kto to zrobił, zna się na swojej robocie. Widziałem już kiedyś podobną konstrukcję, ale przez dokładne zbadanie po z neutralizowaniu można dowiedzieć się co nie co o oprawcy. Jak myślisz, Akiro? Co robić?
Po ostatnim pytaniu pokazałem im te zdjęcia. Pani Katze, Mizuka, Akira i jakaś kolejna dziewczyna.

środa, 8 stycznia 2014

Akira

Obudziłem się z bolącymi plecami, ale już zdecydowanie mniej. Leżałem na plecach, a po skórze jeździło mi coś mokrego. Gdy spróbowałęm się obrócić, odpowiedział mi charakterystyczny pisk.
- Chizu, już dobrze - mruknąłem, a ruda kotka posłusznie zeszła ze mnie. Oficjalnie dokarmiała ją pani Katze wraz z resztą bezpańskich zwierząt. Ot, taka fanaberia homonimów (katze to w końcu kot niemiecki). Chizu była chyba efektem jakiegoś eksperymentu amerykańskich naukowców, czy kogo tam, to nie ważne. Ważne było to, że była nadzwyczajnie mądra jak na zwierzę i potrafiła leczyć.. Nie, nie jakaś tam magia, genetycznie zmieniony skład śliny, coś o jakiś hormonach mi ktoś mówił, nie znam się na tym.
- Miałł! - odezwała się głośno kotka, wchodząc bez zawahania na moją szafkę nocną.
- Co jest? - spytałem i podrapałem ją pod brodą. Zwierzę zamruczało zadowolone i zaczęło się ocierać o moją dłoń. Nagle drzwi między pokojowe się otwarły i w progu stanął Rene.
- Aki - powiedział z oczami nieco większymi niż zwykle. Starał się nie pokazywać, że się o mnie bał, ale za dobrze go znałem. Uśmiechnąłem się w odpowiedzi.
- Żyję. Chizu i leki mi pomogły - oznajmiłem spokojnym głosem.
- Wiesz, że nie powinieneś przesadzać z kurwenstopami - stwierdził, a ja tylko przewróciłem oczami.
- Znowu przechodzisz na niemiecki - zauważyłęm. Rene już miałzamiar coś odpowiedzieć, ale przeszkodziło mu donośne "duuuuum!" na dole. Obaj popatrzyliśmy w tym samym kierunku, ja równocześnie zrywając się z łózka.
- Akira, wracaj. Nie powinieneś ryzykować - Rene dość ostro wydał mi polecenie, ale jego ton był kolejnym pretekstem do tego, by zlekceważyć słowa. 
- Podaj mi koszulę - odpowiedziałem za to. Ze zdiwieniem przyjąłem fakt, że nie protestował. Gdy już miałem na sobie pełną garderobę i zszedłem na dół, było po wszystkim. Na półpiętrze schodów usłyszeliśmy z Rene jeszcze jeden huk, tym razem zdecydowanie mniejszy i okreśłonego pochodzenia - krótka broń palna, raczej kobiecy kaliber.Na korytarzu było ciemno, a włącznik po drugiej stronie pomieszczenia nie ułatwiał Rene sprawy. Chwyciłem go za rękę i tak przeszliśmy po miękkim dywanie głuszącym nasze kroki aż do następnego pomieszczenia, określanego przez większość Playground, czyli boisko, homonimiczne miejsce Playhouse. Na ziemi leżał jakiś mężczyzna z raną postrzałową w głowie. Po prostym wylocie i braku rozbryzgów wnioskowałem, że został zastrzelony z co najwyżej kilkunastu centymetrów odległości, gdy pocisk nie rozwija jeszcze swojej maksymalnej prędkości. Przy kanapie klęczała Mizuka i któryś z mniej wybijających się zabójców, jak wnioskowałem po jego dość topornym zachowaniu. Nie, nie był jakimś koksem, po prostu miał w swojej mimice takie przebłyski, które mi mówiły, że nieczęsto pracował z innymi ludźmi. Oboje pochylali się nad czymś i rozmawiali, ale nie zdążyłem wyłapać ich słów.
- co jest? - spytałem, opierając się plecami o klatkę piersiową Rene. Czułem się dobrze, ale niestety nie mogłem w pełni przewidzieć przyszłości.
- Akira! - Mizuka zauważyła mnie doperio, gdy powiedziałęm na glos swoje pytanie. - Jak ty się tu znalazłeś, przecież...
- Zapominasz, że Akira i ja przeszliśmy trening skrytobójcy, nie dalibyśmy się złapać na persjanie - uśmiechnąłem się na słowa Rene za mną. - Więc? - dziewczyna westchnęła, kiwając głową na trupa.

Naoki

Ten facet był typową kanalią. Denerwującym zabójcom, który wykonuje zlecania za pieniążki. Nic dziwnego, że ze świadomością swojej śmierci nie odezwał się, ani słowem na temat zleceniodawcy. Może miał jakąś rodzinę? Zsunąłem w pół powieki, obserwując ładunek wybuchowy. Bezpieczne miejsce, w którym nie uszkodzimy nikogo... Będzie problem. Zasięg tego może być ogromny.
- Co robimy z ciałem? - spytała.
- Wydaję mi się, że możemy zabrać wszystkie rzeczy i jak na razie gdzieś go przechować.
- Przechować? Po co?
- Może sekcja zwłok coś wykaże. Spotkałem się raz z przypadkiem wszczepianie chipów w skórę, by kontrolować swoich ludzi. Co prawda... Jest to rzadkie, ale ostrożności nigdy za wiele. Mogę zobaczyć te zdjęcia? - podała mi je.
Uważnie im się przyjrzałem. Pani Katze, ona i jakaś dwójka, której nie miałem przyjemności jeszcze poznać. Zsunąłem w pół powieki. To oni byli celem, nie cały budynek. Tylko po co przesadzili z tym ładunkiem?
- To co robimy z tym ciałem? - spytałem.
- Skoro mówisz, że do czegoś się może przydać. Zostawmy je. Na razie musimy zastanowić się, gdzie wywieziemy tą bombę. W środku jest dużo ludzi.
- Najchętniej zostawiłbym ją w fabryce pewnego przyjemniaczka, ale może zająć to zbyt dużo czasu i zniszczyć okolicę. Jest tu gdzieś jakiś las? Możemy to zakopać, ziemia zagłuszy trochę wybuch. Ewentualnie - uśmiechnąłem się pod nosem. Że od razu na to nie wpadłem. - Możemy to rozbroić. Nie pierwszy raz spotykam się z taką konstrukcją.
- Skąd pewność, że nie wysadzimy budynku?
- Jeśli mi nie ufasz to... - na chwilę urwałem, przechylając głowę w bok. - W ogóle, jak Ci mówić?
- Mizuka.
 - Naoki, miło poznać - uśmiechnąłem się wesoło. - Mizuka, a więc jeśli mi nie ufasz to możemy to wywieźć. Ale wtedy nie zbadamy tej konstrukcji.
- Mówiłeś, że ją znasz - przypomniała.
-Tak, to prawda. Ale nie na tyle dobrze, by określić skąd pochodzi. Jaka decyzja?

Mizuka

- Może i nie – przyznałam – Ale zabić go możemy w każdej chwili. Dajmy mu wybór I zobaczymy czy się spisze – mruknęłam, patrząc na chłopaka porozumiewawczo.
Ten uśmiechnął się nieznacznie i skinął głową.
- Dobrze – dodał głośno – Zrobimy jak mówisz
- A więc – zwróciłam się do szpiega – powiesz nam, kto i po co cię tu przysłał?
Facet milczał. Udałam, że ubolewam nad tym faktem.
- A może jednak coś powiesz? Bo tak poddawać się bez walki… - dramatycznie zawiesiłam głos
- I tak mnie zabijecie – nieoczekiwanie odburknął szpieg
A jednak nie był amatorem. Wiedział gdzie idzie i jakie ryzyko niesie ze sobą to zlecenie. Oznaczało to, że więcej dowiem się z jego ciuchów, zawartości kieszeni i innych dupereli niż z jego burkliwych odpowiedzi. Bez ostrzeżenia pociągnęłam za spust, a intruz bez jęku opadł na podłogę. Zapadła chwila idealnej ciszy, którą przerwał nieznajomy chłopak.
- Co teraz? – zagadnął
- Ile czasu pozostało do wybuchu bomby? – odpowiedziałam pytaniem
- Nie aktywowali jej, ale samoistnie wybuchnie za około trzy godziny – odparł – Najwidoczniej chcieli to podłożyć i zaskoczyć nas nocą, kiedy wszyscy będą spali
- Możliwe – przyznałam – Ale skoro tak to wystarczy nam czasu na ogarnięcie wszystkiego tutaj i wywiezienie ładunku w bezpieczne miejsce – zaczęłam głośno myśleć, jednocześnie przeszukując kieszenie trupa.
Znalazłam w nich kilka zdjęć, na których byli: pani Katze, Akira, ja i Otsune. Oprócz tego był prowizoryczny plan Playhouse i jakiś tajemniczy list wciśnięty do najmniejszej i najlepiej skrytej kieszeni. Nie było czasu na czytanie, więc tylko schowałam go do kieszeni i szukałam dalej. Nie znalazłam już jednak nic prócz sakiewki prawdopodobnie z zaliczką za misję i standardowego sztyletu. Skończywszy przeszukanie wstałam szybko i ostrożnie pochyliłam się nad bombą.
- Duża ładunek – zauważyłam
- Połowa wystarczyłaby na wysadzenie kamienicy – wtrącił złotooki chłopak – Ten ładunek wysadziłby pól miasta.
- Postarali się – przyznałam – Żadne z nas by nie przeżyło gdyby to wybuchło. 

Niffe

Ostrze błyszczało w świetle księżyca. Wyglądało pięknie. Świeciło się niczym najpiękniejszy kryształ. Chwyciłam je pewnie i uderzyłam w manekin treningowy.
-Trzeba je jeszcze trochę naostrzyć.-powiedziałam do siebie - usiadłam na ziemi i zaczęłam ostrzyć mój nóż. Nie był co prawda wielkim nie wiadomo czym ale mi wystarczyło. Ważne, że dało się tym obronić. Wtedy ostrze poszło nieco w bok i rozcięłam sobie dłoń. Schowałam nożyk w skórzaną pochwę. Przeklnęłam i Spojrzałam na moją rękę.
-Ten szkarłat...ta krew, która pokryła moją dłoń...moje włosy mają bardzo podobny kolor- powiedziałam sama do siebie. - Niffe...przestań.... czemu ja nie mogę myśleć normalnie?! - oczyściłam rękę w pobliskim strumieniu. Po chwili po krwi nie było śladu, a palec już nie krwawił. Spojrzałam w niebo.
- Chyba warto już wracać do akademii- powiedziałam do siebie. Westchnęłam i poszłam do budynku. Po chwili byłam już w środku. Zauważyłam jakiegoś człowieka, więc podeszłam do niego gdyż moja ręka znów zaczęła krwawić.
-Cześć.. Przepraszam, że tak nagle cię zaczepiam ale nie wiesz może czy jest tu gdzieś apteczka?- zapytałam.

Naoki

Zmrużyłem z niezadowoleniem oczy obserwując ów mężczyznę. Co on tutaj robi? Nie przypominam sobie, aby wszyscy mogli się pałętać po tym budynku ot tak. Nie trudno mi było zauważyć, że ta dziewczyna należała do nas. Spokojnie podszedłem, więc do kanapy i kucnąłem przy "prezencie". Zwykła, jednakże bardzo gruba koperta. Biała z nabazgrolonymi jakimiś hieroglifami, których za cholerę nie potrafiłem odczytać. Zsunąłem w pół powieki, po czym wyciągnąłem krótki nóż z kieszeni. Jednym, płynnym ruchem rozerwałem kawałek papieru, nie naruszając zawartości. W czasie pracy dla pani Katze, nauczyłem się tego, iż ostrożności nigdy za wiele. Już miałem wyjąć zawartość, jednakże po chwili cofnąłem rękę.
 - Co jest? - usłyszałem głos, tamtej dziewczyny. Ciągle uniemożliwiała włamywaczowi jakikolwiek ruch.
 - Dziwna zawartość - odparłem.
Rozciąłem jeszcze bardziej kopertę, przyglądając się zawartości. Ten koleś chciał wysadzić Playhouse?
 - Wydaję mi się - zwróciłem się do nieznajomej. - Iż możemy go zabić. On chciał z nami zrobić to samo, jednakże nie zdążył aktywować tego ustrojstwa.
 - Bomba?
 - Można tak powiedzieć.
 - Skoro tak, to nie lepiej go pierw wypytać? - spytała, spoglądając na mnie intensywnie błękitnymi oczami.
 - Można się pobawić, jednakże ... - chwilowo urwałem, bo zdawało mi się, że usłyszałem czyjeś kroki. Jednakże już zaraz ucichły. - Myślisz, że coś powie? To nasz niedoszły zabójca.

wtorek, 7 stycznia 2014

Mizuka

Minęło trochę czasu zanim udało mi się doprowadzić Akirę do jego pokoju. W końcu jednak pomogłam chłopakowi w miarę wygodnie ułożyć się na łóżku, okryłam go kocami i zadbałam by nic mu nie brakowało. Potem jednak musiałam szybko wracać na dół do swoich obowiązków.
Kiedy weszłam do salonu wieczorek trwał w najlepsze. Wszystkie panie chyba już zapomniały, co się wydarzyło zaledwie kwadrans temu, bo siedziały sobie beztrosko popijając wino i jedząc przekąski. Ku mojemu zdziwieniu bardziej od afery w sali treningowej zaaferowało je moje zniknięcie. Były wręcz oburzone, że pani Katze pozwala mi tak haniebnie zaniedbywać moje obowiązki. Wypominały jej to dobrotliwie, a mnie łajały jak jakąś najgorszą. Byłam przyzwyczajona tego typu zachowań, ale to całe przedstawienie zaczynało mnie już męczyć. Jednakże nie dawałam tego po sobie poznać i co chwila kiwałam głową ze skruszoną miną aż wreszcie damy wyczerpały temat, dając mi względny spokój.
Krzątałam się wśród nich jeszcze dobre dwie godziny aż wreszcie gospodyni uznała, że czas najwyższy zakończyć dzisiejsze spotkanie. Kobiety po kolei wstawały, ściskały ją na pożegnanie i wychodziły. Ja stałam w hallu, podając płaszcze i żegnając wszystkich grzecznymi dygnięciami. W połowie tego ceremoniału do kamienicy wparował Rene.
- Mizu, co jest? – zapytał, wykorzystując minutę wolnego między wypuszczaniem gości. Od razu domyśliłam się, że ma na myśli Akirę, więc odpowiedziałam lakonicznie.
- Jest w pokoju, pewnie śpi
Chłopak nie dopytywał o szczegóły. Chyba zauważył, że jestem wykończona i postanowił odpuścić, a ja byłam mu za to wdzięczna.
- Idę – zakomunikował, wymijając mnie
- Jasne, idź – mruknęłam tak cicho, że nikt mnie nie usłyszał, po czym wróciłam do żegnania gości.
Po pół godzinie wreszcie pożegnała się ostatnia z pań i w kamienicy zapanowała cisza. Wykończona miałam ochotę iść na górę i paść na swoje miękkie łóżko, ale oczywiście…
- Mizuka! – przywołała mnie pani Katze – Posprzątaj tu moja droga, a potem idź się przebrać – zakomenderowała i wyszła.
Chyba za bardzo się przyzwyczaiła do pokojówki. Nawet nie powiedziała mi zwykłego „dziękuję”. Czy to naprawdę takie trudne? Ehhh… najwyraźniej. Zresztą nie ma, co się nad tym rozczulać. Katze dobrze wie, że jakkolwiek się zachowa będę musiała wykonywać jej polecenia tak jak i reszta domowników. Zabrałam się, więc do roboty. Zebrałam wszystkie tace, talerzyki i kieliszki i zaniosłam je do kuchni gdzie zajęłam się zmywaniem….
Przerwał mi jakiś huk w sąsiednim pokoju. Zamarłam nasłuchując. Wyłapałam czyjeś kroki i cichy syk. Miałam bardzo złe przeczucia, więc niezwłocznie przemknęłam do magazynu broni. Złapałam za kolta i przebiegłam chyłkiem do salonu, z którego dobiegał hałas. Stanęłam za drzwiami, obserwując ukradkiem intruza i czekając na odpowiednią chwilę by go zdemaskować. Kiedy zaczął myszkować przy segregatorach z jakimiś aktami uznałam, że już czas. Trzasnęłam drzwiami i zapaliłam światło by go oślepić i zdezorientować. Dzięki temu manewrowi miałam czas przyjrzeć mu się i w razie gdyby był tylko niewinnym gościem wymyślić na poczekaniu jakąś gadkę o tym, dlaczego mam w ręku kolta i go straszę. Facet nie był jednak zwykły, a tym bardziej niewinny. Z bronią w ręku i maską na twarzy próbował staranować mnie, biegnąc na oślep z ogłuszającym krzykiem. Odepchnęłam go jednak na tyle mocno, że zatoczył się i upadł na wyściełany na podłodze perski dywan. Próbował się podnieść, ale przyskoczyłam do niego szybko i przyłożyłam kolta do skroni.
- Radzę siedzieć spokojnie – warknęłam – Jeśli spróbujesz numerów to skończysz z dziurą w czaszce - ostrzegłam, a w tym samym momencie do salonu wszedł jakiś chłopak. Bez wątpienia jeden z naszych, bo ledwo nas zobaczył spytał:
- Co tu się dzieje?
- Mamy gościa – odpowiedziałam z ironicznym uśmiechem – Przed chwilą dla zabawy szukał czegoś w aktach Katze, a potem bawił się ze mną w przepychanki
- I przyniósł prezent – chłopak nieoczekiwanie wpasował się w mój styl wypowiedzi, wskazując pakunek, porzucony przez intruza na kanapie – To na pewno dla gospodyni w podziękowaniu za wspaniałą gościnę.

Naoki

Playhouse. Nie ukrywam, że to dość dziwne, iż tu się znalazłem. Całe dołączenie tutaj było bardzo spontaniczne. Pamiętałem każdy szczegół, mimo iż dołączyłem całkiem dawno. Był to maj. Zaczęło się od zamordowania mojego starszego brata, Kaito. Ciągle nie mogę uwierzyć, że to się wydarzyło. Jak zwykle kręciłem się po księgarniach, gdy on siedział w domu przed telewizorem. Po powrocie leżał już w kałuży własnej krwi. Uciekłem, zrobiłem to odruchowo. Kręciłem się po okolicy, aż w końcu napotkałem kobietę. Odziana w drogą sukienkę koloru mocniej czerwieni, sprawiała wrażenie jakieś szychy. Zaproponowała mi dołączenie do niej. Nie rozumiałem o co chodzi, ale mimo to się zgodziłem. Ostatnio dostawałem propozycje od miejscowych handlarzy narkotyków, a chciałem uniknąć tych śmieci. Po co się plątać w coś takiego? Byłem świadomy jakie skutki może to przynieść w przyszłości. Kobieta kazała mówić do siebie pani Katze. Pierw zapoznała mnie z działaniem ów Playhouse'u. W kamienicy bywałem tylko po nocach, kiedy trudno było kogoś spotkać, a więc nie nawiązałem żadnych znajomości. Nie dawno oznajmiła mi, że jestem jakieś rangi I. Do tego, udało mi się zacząć spędzać czas w kamienicy. Pierwsze trzy dni, chwilowo wolnego czasu spędziłem usilnie unikając innych domowników. Aż w końcu zaczęło mnie to nudzić.
Mój pokój był na piętrze, więc zszedłem po schodach do parteru. Ciągle się rozglądałem, choć w końcu nie byłem tu pierwszy raz. Usłyszałem jakiś krzyk. Zaintrygowany skierowałem się w tamtą stronę. W jednym z pomieszczeń ujrzałem dwie postacie. Jedną z nich była długowłosa dziewczyna, drugiej osoby dokładnie nie widziałem. Było tu strasznie ciepło. 
- Co tu się dzieje? - spytałem, choć raczej nie powinno mnie to interesować. 

Misao

Dziewczyna kazała mi zostać w sali. Zniesmaczona jej zuchwalstwem (może i była tu dłużej, ale jednak!) usiadłam przy worku treningowym i głęboko westchnęłam. Wyciągnęłam z kieszeni paczkę Malboro i zapalniczkę. Chwilę walczyłam z pokusą by zapalić, ale w końcu odłożyłam papierosy na podłogę. Zaczęłam się zastanawiać. To normalny dom dla bogatych snobów z trudną przeszłością... ale przed chwilą znalazłam Akirę, półnagiego, nieprzytomnego. To jest po prostu dziwne. Wbrew przykazowi dziewczyny, szybkim krokiem wyszłam z sali. Zaczęłam szukać gabinetu pani Katze. Przecież jeden wieczorek nie może trwać w nieskończoność. W końcu znalazłam drzwi, były grube, czarne tajemnicze. Nie były zamknięte, więc bez ogródek otworzyłam je... i znalazłam się w zwykłym gabinecie. Na biurku leżała jakaś kartka. Zaczęłam czytać. "Pan Somnembul chce się pozbyć swojego zaciętego wroga, producenta broni i amatora kando, pana Lokoroko. Należy się go pozbyć" "Pan Radman szuka personalnego ochroniarza na czas posiedzenia członków Loży Wysokiej. Nie jest zagrożony specjalnie, potrzebuje jedynie kogoś o dobrej aparycji, kto będzie mu towarzyszył na bankietach dla dobrego wizerunku. Należy z nim pojechać na posiedzenie i spędzić cały tydzień" i inne tego typu. Ze zdzwienia szeroko otworzyłam oczy. To było dziwne. A nawet bardzo. Policji będzie się podobało. Zgarnęłam kartkę i ruszyłam w stronę wyjścia.
Nagle usłyszałam krzyk: 
- Nieeeeee!!! Zostaw to!!!

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Rene

Jeszcze chwilkę, już, już prawie go mam... i bum! Ja wiedziałem, że tak będzie. Spadłem z impetem z aparatem na środek pustej hali, a echo poniosło daleko moje "łups!". Mężczyzna z blaszanym ustrojstwem obrócił się gwałtownie w moją stronę, a ja uśmiechnąłem się jak dziecko złapane na kradzieży cukierków.
- Co ty do choleru tu robisz? -warknął mężczyzna, sięgając po sztylet... właściwie nóż. Jednosieczny, mocna nasada, raczej dość tępy. Nie, żebym się bał czegoś takiego, ale zrobiłem krok w tył. Akira wolałby uniknąć niepotrzebnego tłumaczenia psom. Co innego, gdyby wydarzył się mu jakiś wypadek. Jak na przykład biedny by się poślizgnął na kałuży benzyny i ją zapalił. Wypadek przy pracy, jak to mówią. A i wątek ekologiczny by był, bo ta azbestowa rudera to o pomstę do nieba woła. Nagle poczułem się jak na filmie akcji klasy D - w mojej kieszeni zabuczały wibracje telefonu. Zdziwiony wyciągnąłem go, nie odwracając wzroku od jeszcze bardziej zdezorientowanego faceta. Na wyświetlaczu pokazał się numer Akiry.
- Kotku, zajęty teraz jes... - urwałem, gdy usłyszałem ciężki oddech Akiry. Nie miałem wątpliwości, że uraz wrócił, pozostawiając go niemal bezbronnego. Niemal, bo nawet w takim stanie potrafiłby się jeszcze osłonić przez dość krótki okres, ale i tak w stanowczo zbyt złym stanie. - Będę tam niedługo, czekaj na mnie - oświadczyłem mu i rozłączyłem się. Poczułem na czole pojedynczą kroplę potu.
- Ty szczeniaku, nie będziesz mnie lekceważył! - facet już się otrząsnął, i teraz z nożem w obu dłoniach skoczył na mnie. Fascynowały mnie pozy amatorów, ale teraz, to wręcz płakałem z frustracji, że aparat był uszkodzony. Facet miał jakieś pięćdziesiąt lat, może trochę mniej, a piwny brzuszek nie dawał mu przewagi z pewnością. Szybkim ruchem wyciągnąłem sztylet z pochwy i przeciąłem nadgarstek napastnika. Nie zależało mi na jego śmierci, i tak sąd ludu to załatwi za mnie. Wyskoczyłem przez okno na wilgotną trawę i udałem się do grupki oczekujących mnie wieśniaków.
- Nie wiem, jak się nazywa, ani po co to robił, ale na pierwszym piętrze będzie leżał facet, który bawił się reflektorami ukradzionymi z teatru - machnąłem ręką.
- Dziękujemy bardzo. Jeśli chodzi o zapłatę, to... - zaczął wójt, ale machnąłem ręką, uciszając go.
- Na konto, ja nie zbieram pieniędzy - odpowiedziałem krótko. - A teraz, jeśli panstwo wybaczycie - mrugnąłem okiem do dwóch młodych kobiet, które zaczęły piszczeć. Bez problemu znalzłem swój czarny Kawasaki i już po chwili byłem na drodze.

- Mizu, co jest? - złapałem dziewczynę przy drzwiach Playhouse.
- Jest w pokoju, pewnie śpi - odpowiedziała Mizuka. Byłą zmęczona, ale bardziej niż ciało dokuczała jej psychika. Mogłem tylko zgadywać, co robiła, żeby kółko różańcowe Katze się nie domyśliło niczego.
- Idę - oznajmiłem i wyminąłem ją. Na korytarzu przy drzwiach pokoju Akiry stał jakiś młody Hitokiri. Bez słowa przeszedłem obok niego do swojego pokoju, a potem ukrytymi drzwiami do Akiry. Nie przewidziałem, że nie był sam...

Mizuka

No super! Nie dość, że zostałam uziemiona z jakimiś podnieconymi babami to jeszcze Akira gdzieś zniknął. Faktem jest, że dal świetny pokaz, ale przecież powinien mi pomóc! Nie miałam jednak zbyt wiele czasu na zastanawianie się gdzie go wywiało bo nasi goście ciągle czegoś ode mnie chcieli. Biegałam więc z przekąskami, dolewałam wina do kieliszków….
Tą beztroską chwilę przerwał czyjś krzyk dobiegający z sali ćwiczebnej. Oczywiście od razu zrobił się szum, bo wszyscy rzucili się zobaczyć, co się dzieje. Szybko odłożyłam tacę na stolik i spróbowałam przepchnąć się do przodu. Na próżno. Kobiety krzyczały i popychały się nawzajem, żeby tylko lepiej widzieć, a kiedy próbowałam je ominąć odpychały mnie z powrotem do salonu.
- Dosyć! – wściekłam się, ale w tym samym momencie sytuację opanowała pani Katze
- Proszę o ciszę! – wydarła się, a ku mojemu zdumieniu wszyscy jej posłuchali – Drogie panie zapewniam was, że tam nie ma żadnej atrakcji – powiedziała stanowczo – Proszę usiądźcie wygodnie, a moja pokojówka zobaczy, co się dzieje
Tłum pań momentalnie odstąpił od drzwi, pomrukując coś między sobą. Po chwili wszystkie usiadły i atmosfera wróciła do normy, a ja mogłam się wreszcie wymknąć. Przeszłam szybko do sali, zamykając za sobą dokładnie drzwi. To, co tam zobaczyłam kompletnie zbiło mnie z pantałyku. Akira leżał pół nagi na podłodze. Prawdopodobnie stracił przytomność. Nad nim stała jakaś dziewczyna, najwyraźniej szykująca się by dać mu w twarz.
- Zostaw go – zakomenderowałam, po czym zorientowałam się, że w sali została jedna z pani zaproszonych na wieczorek. Widocznie chciała pomóc, więc wskazałam jej Akirę i dałam znać by razem z nieznajomą dziewczyną go podniosły - Ułóżcie go tu... - wskazałam materac.
- Nie macie tu nikogo do pomocy? - zapytała oburzona dziewczyna
- Pani Katze ma swój wieczorek – odparłam - A Akira zaczyna się budzić... – dodałam bo w tym samym momencie Akira zaczął się lekko ruszać i otworzył oczy - Jak się czujesz? – zapytałam cicho
- Bywało lepiej – mruknął
- To przez kręgosłup? – szepnęłam żeby nie słyszeli mnie inni, a on tylko kiwnął głową
- Odprowadź mnie do pokoju – poprosił
Musiało być z nim naprawdę źle, bo nigdy dotąd nie chciał od nikogo pomocy. Podparłam go lekko ramieniem by mógł usiąść. Niemal od razu wyczułam jak sztywnieje z bólu. Nie przestał jednak się podnosić i w końcu udało mu się wstać. Jednakże ledwo się wyprostował jęknął i musiał się na mnie oprzeć całym ciężarem ciała. Dopiero wtedy ruszyliśmy do wyjścia z sali. Zanim jednak zamknęły się za nami drzwi przypomniałam sobie o moich „pomocnikach”. Nie miałam teraz czasu się nimi zajmować wiec rzuciłam tylko przez ramię:
- Proszę wracać do salonu – to było do tej kobiety, natomiast dziewczynie kazałam tu po prostu czekać, po czym z opuściłam salę z Akirą uwieszonym na ramieniu.

Misao

Ze złością zatrzasnęłam drzwi czarnego mercedesa. Gdyby nie ta głupia umowa, mieszkała bym w apartamencie, a ojciec każe mi się tłuc po jakichś kamienicach. Ja, JA mam mieszkać w takim kiczu!!! Czarny samochód odjechał. Zostałam sama na krawężniku z masą walizek. Podniosłam głowę i obrzuciłam spojrzeniem mój przyszły dom.
Nie wygląda tak źle pomyślałam i po chwili otrząsnęłam się z tej myśli. Szybkim ruchem zgarnęłam walizki i ruszyłam w stronę budynku. Z każdym krokiem moja niepewność rosła. Co jeśli tam sobie nie poradzę? Otworzyłam czarne, nowoczesne drzwi i znalazłam się w sali treningowej. Kocham sztuki walki, więc świetnie, że coś takiego tu jest. Przecież nie zdam na 3 belkę czarnego pasa karate leżąc na fotelu. Nagle usłyszałam dziwny dźwięk... pochłonięta swoimi myślami nie zauważyłam, że na podłodze leży człowiek. Był chyba nieprzytomny. Szybko do niego podbiegłam i dopiero po tym zauważyłam, że jest to...Akira.
- Pobudka!!- krzyknęłam- Obudź się!! Nie rób sobie ze mnie jaj!!- chciałam wymierzyć mu policzek, lecz do sali weszli jacyś ludzie. Wysoka dziewczyna o błękitnoszarych oczach zaczęła wydawać polecenia.
- Ułóżcie go tu... - wskazała materac.
- Nie macie tu nikogo do pomocy? - zapytałam oburzona.
- Pani Katze ma swój wieczorek - zachichotała.- A Akira zaczyna się budzić...Jak się czujesz?- dodała patrząc na Akirę.

Akira

Nastąpił cud. Te wiecznie nienachapane damulki z tak zwanych sfer wyższych pozostały w ciszy przez całe pięć minut. Zza maski widziałem kątem oka, że nawet Mizuka mi się przygląda. Może to i dobrze, wolałem utrzymywać pewien dystans w stosunku do reszty domu, a sztuka mi to umożliwiała. Skończyłem i od razu zszedłem ze sceny, przestawiając po drodze wieżę na automatyczne odtwarzanie kolejnej płyty z niezobowiązującą muzyką. Słyszałem jakieś podniecone głosy kobiet, ale nie miałem ochoty ich wysłuchiwać. Mój kręgosłup odezwał się w najgorszym z możliwych czasie. Przekląłem pod nosem po kolejnym spazmie. Sam nie wiem, jak udało mi się doczłapać do sali ćwiczebnej, teraz pustej i ciemnej jeśli nie liczyć światła księżyca zza szyby. Pociągnąłem za wystający koniec obi, modląc się, żeby nikt mnie nie znalazł w takim stanie. Pas zsunął się ze mnie bez większego problemu, rozwiązując yukatę. Ściągnąłem ją i pozostałem z gołymi ramionami, mając na sobie jedynie gorset protezy i długą, przypominającą leginsy bieliznę do kimona.Spróbowałem ściągnąć gorset, ale kolejna fala bólu skutecznie mi to uniemożliwiła. Ostatnią rezerwą samokontroli zmusiłem się do niekrzyczenia. Modliłem się, żeby Mizuka nie poczuła nieopartej chęci zajrzenia tu. Skuliłem się z bólu. Sam nie wiem, kiedy straciłem przytomność.

- ... łóżcie go tu - usłyszałem jako pierwsze. Nie otwierałem oczu, ale z pewnością był już dzień, bo czułem na skórze słoneczne promienie. Zacisnąłem dłoń w pięść i powoli otworzyłem oczy.
- Jak się czujesz?

Mizuka

- Dobrze, że jesteście! – zawołała pani Katze, gdy tylko nas zobaczyła - Musicie szybko się przebrać i mi tu pomóc!
- Z tego, co widzę to ma pani wszystko pod kontrolą – zauważyłam, ustawiając wieżę w rogu żeby nie zawadzała
- Też mi się tak wydaje – dodał głośno Akira, po czym szepnął mi do ucha – Zajrzyj do kuchni
Wiedziałam, co to krótkie zdanie oznacza. Akira zapewne dostrzegł dym spalonego jedzenia, która nasza szefowa próbowała przygotować. Prawda była taka, że wiele dobrego można powiedzieć o pani Katze, ale kucharka z niej marna. Dlatego też, kiedy Aki przebierał się w kimono ja wymknęłam się do kuchni żeby uratować przekąski. Jak się okazało wiele zrobić nie zdołałam, bo część rzeczy po prostu spaliła się na wiór, ale udało mi się szybko przygotować kilka innych przekąsek, więc ostatecznie wyszło ok.
Kiedy jedzenie było gotowe i porozkładane na najlepszej zastawie, a wino chłodziło się w lodówce uznałam, że nie mam tu już nic do roboty. Poszłam do siebie by się przebrać w znienawidzony kostium pokojówki. No, bo jakże taka szanowana osoba jak pani Katze mogłaby nie mieć służby? Przecież w całym domu aż się od niej roiło. Tak przynajmniej myślały przychodzące do nas panie, a moja głowa w tym by tak zostało.
Przebrana i ucharakteryzowana zbiegłam na dół akurat by powitać pierwszych gości. Dygając, co chwila wzięłam od nich płaszcze, po czym zaprowadziłam je do salonu gdzie czekała pani Katze. Kiedy przyjaciółki wymieniały uściski i puste pochlebstwa pobiegłam do kuchni po przekąski. Chodziłam między gośćmi, usługując im i uważnie słuchając najświeższych ploteczek.
Dopiero po jakimś czasie gospodyni zaproponowała przejście do studia na atrakcję wieczoru. Zrobił się chaos, bo wszystkie panie wstawały podniecone, przekrzykując się i przepychając w stronę drzwi. W końcu jednak udało się je w miarę uspokoić i usadowić na rozstawionych krzesłach przed zaimprowizowaną przez Akirę sceną.
Kiedy rozbrzmiały pierwsze takty muzyki na widowni zapadła idealna cisza.

Akira

Po odejściu Rene zostałem sam. Wyłączyłem program katalogujący, wstałem z fotela i przeciągnąłem się ziewając. Spojrzałęm na zegar cyfrowy, wiszący nad drzwiami biura. W pół do czwartej nie wróżyło nic dobrego.
- Akira, zbieraj się! - ot i mój święty spokój, gdyby ktoś jeszcze chciał mi powiedzieć, że ja to tylko siedzę i nic nie robię.
- Co się znowu stało? - spytałem, wzdychając. Przede mną stała Mizuka, dreptając w miejscu zniecierpliwiona.
- Pani Katze chce jakiegoś "show", a że zostaliśmy tylko my... - nie musiała kończyć.
- Dobra, rozumiem - odpowiedziałem, odwracajac się do biurka i zbierając klucze na kółeczku. - Chodź ze mną do pokoju, sam się nie zabiorę ze sprzętem - oświadczyłęm, wypychając ją za drzwi i przekręcając kluczyk.
- Chcesz, żebym za ciebie nosiła jakieś klamoty? Jestem dziewczyną!
- A ja chłopakiem. Coś jeszcze? - westchnąłem. Dalsza rozmowa nie miała sensu i Mizuka też to wiedziała. Z reguły nie buczeliśmy tak na siebie, ale nie byłem w najlepszym humorze, a ona chyba też. Mój pokój znajdował się na trzecim piętrze, sąsiadując z pokojem Rene i szpiega Jonne'a.
- Czekaj tu - oświadczyłem. Nie chciałem, żeby Mizuka wiedziała o nie do końca legalnych drzwiach z mojego pokoju, do pokoju Rene. Nie do końca byłem pewny, czy pani Katze o nich wiedziała. A przynajmniej - czy pamiętała. Wyszedłem po chwili z wzorzystym kimonem na rękach i kopiąc małą wieżę na kółkach. - Z kimonem tam sobie radę, bierz wózek - ośiadczyłem.
- Co masz zamiar zrobić? - dziewczyna widocznie odżyła nieco i zainteresowałą się planem.
- To, co zwykle. Odtańczę jakąś kotę i odori i będzie po sprawie. A ty się zajmiesz bufetem - wzruszyłem ramionami, zbierając z podłogi luźno wiszący rękaw długiej yukaty. - No, chyba że masz lepszy pomysł.
- Nie bardzo. Przyznała i zeszliśmy w dwójkę na parter, gdzie pani Katze już szykowała barek, podśpiewując niezbyt ambitne melodie pod nosem. Coś o jakiejś kiełbasie, o ile dobrze pamiętałem to, co Rene próbował mnie kiedyś nauczyć. Zawsze francuski szedł mi zdecydowanie lepiej.

niedziela, 5 stycznia 2014

Mizuka

Leżałam na łóżku z książką w ręku kiedy do pokoju wmaszerowała pani Katze. Jak tylko zobaczyłam jej dziwną, na poły zawziętą, na poły zakłopotaną minę wiedziałam już co się święci. Szefowa po raz kolejny urządzała wieczorek dla swoich koleżanek, a ja miałam zadbać o to by dobrze się bawiły, jednocześnie nie orientując co się tu naprawdę dzieje.
- Pani Katze, znowu? – zapytałam, wzdychając ciężko
- Tylko przez parę godzin - powiedziała, chcąc mnie udobruchać
- Ale czy akurat ja muszę przy tym być? - jęknęłam - Przecież jest sporo innych, którzy....
- Nie są głównymi szpiegami - przerwała mi chłodno - Wiesz dobrze, że oprócz miłego wieczoru ze znajomymi liczę na przypływ informacji, a tylko ty umiesz wyłuskać z ploteczek, co najważniejsze. Poza tym - dodała, widząc, że się krzywię - Akira ci pomoże. Razem zrobicie dla nas małe show i będzie po sprawie.
"Ciekawe czy Akira już o tym wie" pomyślałam z przekąsem, ale na głos powiedziałam tylko:
- Niech będzie, pani Katze
- Będą tu za półtorej godziny - oznajmiła z ulgą - Wszyscy inni już wyszli więc ty i Akira macie trochę czasu na przygotowania - po tych słowach kobieta szparkim krokiem opuściła apartament. 

sobota, 4 stycznia 2014

Rene

- O co chodzi? - Akira obok mnie przeszedł na formalny, niemal oschły ton, jakim miał w zwyczaju obdarowywać większość domu. Nie do końca byłem pewny, po co przyszli, ale podejrzewałem, że znowu muszą sobie organizować czas na spotkanie Katze z gromadą rozwrzeszczanych bab w średnim wieku. Zadziwiająco dobrze się trzymały, a bieg z przeszkodami w postaci mebli w ucieczce przed nimi był niemal tak wykańczający, jak homerun na pełnych obrotach.
- Potrzebujemy konkretów do zlecenia - oznajmiono niemal chórkiem.
- Którego? W bazie mam... 53 zlecenia, więc chyba nie każecie mi strzelać, co wam się uwidziało.
- I-2 - odpowiedział pierwszy Ikemoto, raczej nie wyróżniający się niczym poza brakiem wyróżnienia Hitokiri I rangi.
- Popatrzmy... według raportu Maliki facet powinien dzisiaj wracać z kurortu do domu. Zwyczajowo przejeżdża przez A34 niemal na całej długości, więc jeśli go stamtąd ściągniecie w jakieś ustronne miejsce, sprawa powinna się dość szybko potoczyć. Łapać go na miejscu nie jest zbyt mądrze, o ile dobrze widzę, to szykuje nową partię prochu strzelniczego, więc jego willa będzie nieźle obstawiona. Jeśli nie złapiecie go na drodze, macie się wycofać z akcji. Jakieś pytania? - chłopak pokiwał przecząco głową.
- Tylko chciałem powiedzieć, że pani Katze chce mieć wolny dom - oznajmił i wyszedł, a za nim podreptała główna Hitokiri. Naprawdę nie rozumiałem, jakie cuda tego świata ich wrzuciły do jednego worka.
- II-6 - następna w kolejce była Ilia, dziewczyna sprytna i bardzo pomysłowa o wiecznym uśmiechu przyklejonym do twarzy.
- Standardowa sprawa. W Internecie nieaktywny poza profilem na facebook'u, bez kartoteki, po rozwodzie za zdradę. Najbardziej by mi zależało na informacjach, gdzie chodzi i z kim się spotyka, dasz radę? - dziewczyna skinęła głową znad notatnika. Miała dobrą pamięć, ale lubiła prowadzić sobie "dziennik szpiegowski", a że nikomu to nie przeszkadzało, składowaliśmy już mały regalik w archiwum.
- Rene, ty też idziesz? - spytał mnie Akira, patrząc znad monitora na moją twarz.
- Chyba tak, to nie najgłupszy pomysł. Pokaż, co tam masz. Tylko dość szybkie, nie chce mi się kiblować latami na panieńskim u starej Chinki jak ostatnio - zaśmiałem się, mimo że podczas zlecenia miałem zdecydowanie inne odczucia.
- Co my tu mamy... opieka dwójki bobasów to nie, agencja modelek też nie, łososia gonić ci się nie chce, znając życie... może to? Mówiłeś, że lubisz horrory - Akira przystawił palec do monitora. 
- Duch w starej fabryce? To brzmi tak absurdalnie, że aż się przejdę, wiesz? Coś szczególnego masz do tego? - czułem, że zapowiada się niezła zabawa. Lubiłem sprawy absurdalne. Zwłaszcza, że skoro i tak coś straszyło, to nikt się nie przejmie jedną nocą więcej z potępieńczymi krzykami za oknem, skoro miały potem zamilknąć na wieki.
- Nieszczegól... czekaj, mam! - Akira zaczął chichotać. To ci się spodoba. Fabryka została zamknięta około pięćdziesiąt lat temu w związku z Krwawym Rzeźnikiem. Jakiś facet zabijał pracownice w nocy, zostawiając je "posegregowane" według standardów rzeźniczych. Sprawca nie został złapany do dziś, wiadomo tylko, że był mężczyzną.
- A skąd ta teza? - przysiadłem na kancie biurka.
- Ofiary przed śmiercią miały nie najgorsze doświadczenia - mruknąłem znacząco. - I raczej na to nie narzekały - w tym momencie wybuchnąłem śmiechem.
- Aki, ty to masz nosa, biorę to. Nie czekaj na mnie z kolacją - wyskoczyłem z gabinetu Akiry, zatrzaskując z furkotem drzwi. W magazynie było już pusto ,więc mogłem bez problemu wybrać swoją broń. Wziąłem cienki kolt, wpisując w księgę poboru dane Akiry i sztylet flame, mój ulubiony, z czerwonym rdzeniem ostrza i japońską budową rękojeści i włożyłem je za pas, po czym przykryłem połą płaszcza.

Ikemoto

Siedziałem razem z Otsune na kanapie i oglądaliśmy jakiś horror. Westchnąłem i rozciągnąłem się w ramionach. Był taki nudny, że aż Otsu drzemała i budziła się co chwilę. Przez otwarte okno wleciała jakaś mucha i przeszkadzała mi przed oczyma. Zdenerwowany podniosłem rękę i gwałtownie ją złapałem.
-Ha- oznajmiłem z uśmiechem i dumą. Do pokoju weszła Pani Katze i kazała nam posprzątać, a potem wziąć się za zlecenia lub gdzieś przejść, bo nie możemy tak się nudzić. Otsune Ishihara była moją sympatią, odkąd pamiętam. Poznałem ją gdzieś tak z 4 lata temu na feriach, gdzie były narty i snowboard. Dokładnie pamiętam każdy szczegół. Różowowłosa dziewczyna nie mogła poradzić sobie z nartą, a gdy chciała ją ściągnąć jakaś gromadka nieułożonych dzieci podeszła do niej. Powiedzieli, że jej to naprawią, a jednak było inaczej. Spychali ją z górki, a różowe włosy falowały na wietrze. Pędziła jak wyścigówka, pokrzykując, żeby się jakoś zatrzymać. Próbowała się wywrócić, ale to nic nie dało. Akurat byłem tam zatrudniony jako ratownik ochotniczy i w zwykłych butach pobiegłem ją zatrzymać. Złapałem jedną ręką jej dłoń, a drugą trzymałem się słupa. Była mi potem wdzięczna i przy okazji bliżej się poznaliśmy.
Ocknąłem się, a Otsune szturchała koniuszkiem palca w moje ramię.
- Śpioch - rzuciłem, spoglądając na dziewczynę. W oka mgnieniu ubrała się i wyłączyła telewizor.
- Trzeba się zbierać, chodź, zawołamy resztę - każda para miała własny pokój, a single mieszkali na dole w apartamencie z sauną. Wstałem, zarzucając na siebie bordową wiatrówkę. Zawsze ją nosiłem - była ciepła i pożyteczna.
- Trzeba wyzbyć się pana Lokoroko, zagraża panu Somnembulowi - odparłem ujmując podbródek dziewczyny i pozwalając sobie na małego buziaka w nosek. Na dole rozkręcała się mini impreza, ale nie mogło to trwać długo.Pani Katze chciała zaprosić do siebie kilka koleżanek, które nie wiedziały, że przyjdą do willi pełnej osób z nieczystym sumieniem, liczących na koncie kilka zabójstw. Wszyscy dokładnie posprzątali i wyszli na miasto, pozostawiając Akirę i Mizukę, niezbędnych w domu.
-Rene, Seki wychodzimy!- okrzyknąłem po pokojach i za minutkę wszyscy byli na dole. Na pierwszym piętrze znajdowały się pokoje lokatorów, a na dole salon, kuchnia, łazienki i magazyn z bronią. Chwyciłem za kolta, a łuk podałem Otsu. Po chwili wszyscy zebrani wyruszyli na zlecenia.

piątek, 3 stycznia 2014

Akira

Oparłem się o framugę okna, z lekkim rozmarzeniem wspominając czasy swojego przybycia do Playhouse. Było to mniej więcej pięć lat temu, coś koło świąt, bo padał wtedy śnieg, a z pobliskiego supermarketu słychać było trzeszczącą piosenkę "Frosty the snowman" w niezbyt brawurowym wykonaniu. Pamiętam jak dziś ten strach podczas biegu zatłoczonymi ulicami. Potrąciłem jakiegoś grubego jegomościa z zapachem ryby na kurtce, a on nawrzeszczał na mnie mimo mojego absolutnego braku uwagi dla jego osoby. To fascynujące, jak ludzie potrafią się przeceniać tylko dlatego, że myślą o sobie w pierwszej osobie. Biegłem dalej, aż w końcu wpadłem na niego... dosłownie wpadłem, jak dziś czuję swój nos w skórzanej kurtce koloru dojrzałej śliwki amerykanki. Jeżeli jest jakiś wzorzec opisujący "oszałamiające pierwsze wrażenie" to z pewnością jest nim moje spotkanie z Rene. Blondyn z dobrego domu w ubraniach pachnących nowością i światowymi markami, z dokładnie ułożonymi włosami i niedbałym uśmiechem na twarzy przedstawiającej hinduski ideał symetrii, był kimś, o kogo spotkaniu mogłem do tej pory jedynie marzyć.
- Rene, co tam się dzieje? - spytała jakaś dystyngowana dama w płaszczu z nie najtańszego centrum handlowego i czerwonych kozakach na wysokim obcasie. Jak się potem okazało, była to pani Katze, dla której miałem odtąd pracować.
- Nic, nic. Po prostu rozpoczynam nową znajomość - uśmiechnął się nieco szerzej, pociągając mnie przed siebie i prezentując kobiecie. Ta przyjrzała mi się od góry do dołu i przekrzywiła głowę.
- Szukasz domu, prawda? - nie miałem zielonego pojęcia, skąd to wiedziała, ale kiwnąłem głową.
- A interesowała by cię może praca u mnie? Zapewnię ci dach nad głową, wszelkie konieczne wykształcenie, opiekę medyczną i całą resztę. Miałbyś po prostu towarzyszyć Rene, gdziekolwiek pójdzie, nic trudnego - wtedy jeszcze myślałem, że nie będzie to nic trudnego. Życie tą teorię miało zweryfikować już wkrótce...

-...ki,  Aki! - z rozmyślań wyprowadził mnie Rene, który trzęsąc mną niczym manekinem krzyczał moje imię.
- Przestań już, Rene! Na chwilę nie można się zająć sobą? - nie był to wyrzut, raczej pusty frazes odpowiadający sytuacji. - Przez ciebie kręgosłup zaczyna mnie boleć - fuknąłem, strzepując jego ręce ze swoich ramion i chwytając się za nasadę kręgosłupa. Ten zaczynał przypominać o sobie, na szczęście tylko nieśmiałym pulsowaniem.
- Przepraszam, ale jesteś straszny, gdy się tak wyłączasz. Wszystko w porządku? - w głosie blondyna wychwyciłem troskę. Uśmiechnąłem się na to spostrzeżenie, po czym tylko westchnąłem.
- Czy ja wyglądam ci na kogoś z problemami? - spytałem, przeciągając ostatnią sylabę każdego wyrazu w starym nawyku. Nie do końca byłem pewny, skąd on się wziął, ani dlaczego, ale był i przypominał się za każdym razem, gdy irytacja brała nade mną górę.
- Dobra, już dobra. Masz gości - stwierdził, kiwając głową na krzesełka pod ścianą biura. Rzeczywiście, nie byliśmy sami, choć nie przypominałem sobie, kiedy mogli się pojawić goście. Najwyraźniej zamyśliłem się głębiej, niż podejrzewałem.

Playhouse

Playhouse to dom, który oficjalnie jest kamienicą dla młodych ludzi z dobrych domów i trudną przeszłością, prowadzonym przez byłą aktorkę-miliarderkę. W rzeczywistości w Playhouse mieszkają płatni zabójcy i szpiedzy, którzy za odpowiednią opłatą wykonają każde zlecenie, jeśli tylko nie koliduje ono z zasadami grupy. Z usług korzystają zarówno bogaci biznesmeni, jak i nieoficjalnie rząd. Poza działalnością w Playhouse, rezydenci często posiadają drugie, oficjalne zajęcie i są znani przez społeczność lokalną lub ogólną. Niektórzy z nich posiadają również paranormalne zdolności.