Pani Katze głośno westchnęła, zacisnęła dłonie na blacie biurka i przeniosła na nas swoje bystre spojrzenie.
- Otsune Ishihara i Ikemoto Matsumara nie żyją. Zginęli podczas jednej z akcji... Nie spodziewali się, że na miejscu będzie tak wiele wrogich jednostek.Takie informacje przekazał minister.
Na sali zapanował cichy gwar. Wszyscy byli smutni, nie wiedzieli co powiedzieć. Zauważyłem nawet na niektórych policzkach łzy. Nie znałem tej dwójki, ale najwyraźniej byli dość lubiani w grupie. Kiedy na powrót zapanowała cisza pani Katze kontynuowała:
- Niestety, jak wiecie jak najszybciej musimy wybrać nowego głównego Hitokiri. Został on już wybrany.
- Tak szybko? - ktoś z końca wtrącił się do przemowy kobiety, ale gdy ktoś go szturchnął umilkł.
- Poznajcie Katio Fukushimę. Przybył do nas z innej sekcji.
No to mnie nieźle wmurowało. Pani Katze kiwnęła na mnie ręka, bym podszedł. Zrobiłem to co kazała. Słyszałem, że mam pomóc, ale nikt mnie nie uświadomił o podjęciu tak ważnego stanowiska. Wszyscy przyglądali mi się z niemałym zainteresowaniem, co lekko mnie poczęło irytować. Takie zaskoczenie... Eh. Mogli mnie chociaż o tym powiadomić, a nie stoję teraz jak ten idiota i nie mam bladego pojęcia co robić. Cholera.
Wakacje
Obecnie na wakacjach są i nie udzielają się na blogu:
Powyższych osób proszę nie uwzględniać w sposób wiążący w swojej fabule.
Powyższych osób proszę nie uwzględniać w sposób wiążący w swojej fabule.
czwartek, 16 stycznia 2014
wtorek, 14 stycznia 2014
Akira
- Łał. To coś ze słynnych paranormalnych zdolności? - spytał, nie kryjąc ciekawości i fascynacji. Kiwnąłem tylko głową, przynykając nieco powieki.
- A ty jesteś...
- Kaito - dokończył za mnie. Kaito Fukushima, niedawno mnie tu przenieśli z innej sekcji. Z tego, co słyszałęm, jest zbiórka u Katze - powiedział, przygryzając język figlarnie. Sam nie wiem, czemu, ale wydał mi sie kimś nieumiącym kłamać. W odróżnieniu do mnie, najwyraźniej przeciwieństwa mają do siebie nosa.
- W jakim celu? - spytałem, równocześnie wstając na równe nogi.
- Bo ja wiem? Tak po prostu, chodź! - pociągnął mnie za rękę i sam nie zauważyłem, kiedy znaleźliśmy się w środku a okno było zamknięte. Chłopak pociągnął mnie dalej korytarzem, aż znaleźliśmy się pod drzwiami Katze. Nie, żebym nie znał drogi bez jego samozwańczej pomocy, ale najwyraźniej sprawiało mu to przyjemność. Sam nie wiem, kiedy, ale zacząłem się śmiać razem z nim. Jeden zakręt przed drzwiami napotkaliśmy Mizukę w towarzystwie Rene. Blondyn popatrzył na naszą dwójkę, zawieszzając na chwilę wzrok na moim nadgarstku, trzymanym kurczowo przez Kaito, ale nic nie powiedział. Wiedziałem, że miał na to ochotę, ale równocześnie wie, że zrozumiałem już wystarczająco komunikat. Przewróciłem tylko oczyma, przeciskając się przez bezkształtną bandę na sam przód, gdzie stały zawsze na zebraniach trzy fotele obite granatową eko-skórą trzeciej kategorii. Katze za biurkiem była lekko mówiąc zdenerwowana. Zawisiłem na niej wzrok i czekałem, co zrobi. Na ramieniu poczułęm nagle dotyk Rene.
- Jak tylko to się skończy, to porozmawiamy - szepnął mi do ucha z dziwną nutką w głosie. Westchnąłem głośno, jednak nie na tyle, by to usłyszał przez wszechobecny szum.
- Kochani, już wszyscy są, więc mogę zaczynąc - powiedziała w pewnym momencie Katze. Pomimo, że jej głos był cichy, wszyscy usłyszeli go idealnie i zamilkli.
- Jak to wszyscy? - wyrwał się ktoś z tłumu. - A Otsune-sama i jej chłopak? - dopiero w tej chwili zauważyłem, że na fotelu obok Mizuki leży jedynie przewieszony przez pół czarny płaszcz zamiast dziewczyny.
niedziela, 12 stycznia 2014
Mizuka
Po wyjściu Ilii i Naoki’ego zaprowadziłam Misao do kuchni.
Kazałam jej usiąść na najbliższym krześle, a sama przysiadłam na kuchennym
blacie i zaczęłam rozmowę.
- Wiesz, po co tu jesteś?
Dziewczyna pokręciła głową.
- Nie wiem nawet, co to za miejsce – wyznała
Zaczęłam jej wszystko dokładnie tłumaczyć. Opowiedziałam o
przeznaczeniu Playhouse, o pani Katze i o profesjach. Kiedy zaś doszłam do jej
roli w tym wszystkim do kuchni wpadł Rene. Ledwo nasze oczy się spotkały,
wiedziałam, że coś jest bardzo nie tak.
- Kto…? – spytałam, zeskakując z blatu i podchodząc do
chłopaka
- Główna Hitokiri – odparł krótko – Katze wzywa wszystkich głównych
i zabójców do gabinetu…
Nie musiał nic więcej mówić.
- Idź po Akirę – poprosiłam – Tylko z tobą będzie chciał
teraz rozmawiać. Ja zbiorę resztę i za pięć minut się spotkamy
- Dobra – zgodził się i wybiegł
- Co się dzieje? - zapytała zdezorientowana Misao
- Wytłumaczę ci po drodze – powiedziałam, łapiąc ją za rękę –
Chodź!
Pobiegłyśmy na górę gdzie mieściły się pokoje zabójców.
Pukałam po kolei do wszystkich, informując co się stało. Po kilku minutach
zrobiło się małe zamieszanie, bo wszyscy się przekrzykiwali, chcąc poznać
szczegóły.
- Cisza! – krzyknęłam – Jak chcecie dowiedzieć się czegoś
więcej to się uspokójcie i chodźcie ze mną do gabinetu Katze!
Dopiero po tych słowach zapanował względny spokój. Szybkim
krokiem poprowadziłam zabójców w wyznaczone miejsce. Mniej więcej w połowie
drogi dołączyli do nas Rene i Akira.
Rene
Włóczyłem się bez większego celu po korytarzach, myśląc o tym, co się wydarzyło. Nie byłem pewien, dlaczego Akirę tak poniosło, jego wzrok cały czas był przed moimi oczami. Ale wiedziałem, że ciągniecie go teraz za język było najgłupszą rzeczą, jaką mogłem zrobić. Nawet nie zauważyłem, kiedy znalazłem się pod drzwiami Katze. Usłyszałem szum i jakieś trzaśnięcie. Biorąc pod uwagę, że wejście smoka nie było zbyt ambitnym przedsięzwięciem, przystawiłem zamiast tego ucho do drzwi.
- ... żyje! Przecież to była zwykła misja! - Katze była na wpół oszołomiona, na wpół przerażona. Ostatni raz była w takim stanie chyba z 5 lat temu, gdy Frederich, jej syn, okazał się był jednym z shinobi do wynajęcia, zamieszkałym gdzieś w okolicach Yokohamy i mającym na koncie już kilku podopiecznych matki, a moich towarzyszy broni. Słuchałęm dalej. - Rozumiem, powiem im. T-tak, jak najszybciej zamelduję panu decyzję, panie ministrze - oświadczenie to tylko cudem nie stało się szlochem. Katze odłożyła słuchawkę i usiadła. A przynajmniej tak wnioskowałem, sdzać po dźwiękach przesuwanego krzesła.
- Rene, możesz wejść - oświadczyła głośno. Mlasnąłem językiem niezadowolony i weszłem.
- Kto? - zapytałem tylko bez wyrazu.
- Otsune i Ikemoto. Zwołaj mi Akirę, Mizukę i zabójców, musimy znaleźć nowego Hitokiri, który poprowadzi resztę - kiwnąłem głową i opuściłem. Mimo wszystko, byłem zabójcą, jedna śmierć nie mogła robić na mnie wrażenia. Przynajmniej przy innych. Na Mizukę wpadłem jako pierwszą, i to stosunkowo szybko. Nie była sama.
piątek, 10 stycznia 2014
Akira
Przeszedłem korytarzem do okrągłego okna na dachu i otworzyłem je. Na dworze było chłodno, ale w tym momencie cieszyłem się z tego. Podciągnąłem się i wszedłem na spadzisty dach, przymykając szybę za sobą nogą. Przeszedłem aż do komina i usiadłem przy nim, zwrócony w stronę księżyca. Dopiero po chwili zorientowałem się, że byłem cały mokry. Padało, choć był był to ten szczególny rodzaj deszczu, o którym w moim kraju mówiona "mglisty", gdy nie widać kropel, a wszystko dotknięte jego niewidzialną dłonią staje się wilgotne aż do rdzenia swojego jestestwa. Przeciągnąłem się i zacząłem nucić starą melodię japońską - "Kojo no Tsuki", czyli "Księżyc nad zamkowymi ruinami". Nie aż tak dawno miałem próby do przedstawienia. Dla rozluźnienia zacząłem sobie przypominać detale kimona, w którym odgrywałem swoją rolę. Pierwsze było białe jak śnieg, delikatne i cienkie, choć nie składające się. Drugie, kimono właściwe, było szkarłatnoczerwone o mieszanej fakturze, przybierając pod wpływem światła odcienie od szkarłatu dachów świątyń shinto, aż po czerń bezksiężycowej nocy. Miało też troszkę krótszy rękaw niż poprzednie, aby pokazywać brzeg każdej warstwy. Ostatnie kimono sięgało jedynie nieco poniżej bioder, z najdłuższym i najszerszym rękawem, wykonane z ciężkiego materiału. Na lśniącej powierzchni w odcieniu mocnego błękitu pruskiego odznaczały się setki ręcznie wyszywanych kwiatuszków młodej jabłoni i czereśni, połączone na jednorocznych gałązkach i pnączach o małych, szerokich listkach, przypominających nieco te europejskich lip. Koobieta, którą grałem była boginką, córką arystokratycznego Tsukiyomi - boga księżyca i wodnej pani, określanej przez nas youkai, Mizunagi. W kulminacyjnej scenie, ogarnięta tęsknotą za niebiosami, gdzie jej ojciec przebywa, unikając wzroku wielkiej Amateratsu, jednocześnie z melancholią wspomina matkę, a w onirycznym i wręcz somnambulicznym tańcu towarzyszą jej widma smoków w zwiewnych szatach, to na jawie, to w sferze duchów.
Dopiero teraz zorientowałęm się, że ktoś obok mnie siedzi. Spojrzałem w bok, a mój towarzysz odsunął się ode mnie, gdy zobaczył parę świecących oczu. Przyzwyczaiłem się już do tego. Z lekkim zaskoczeniem przyjąłem fakt, że mój koci wzrok nie wywołał jedynie strachu, a, może i zwłaszcza, fascynację pięknem.
- O co chodzi? - spytałem, strzepując krople z włosów, może nieco zbyt naśladując filigranowe bohaterki teatru kabuki.
czwartek, 9 stycznia 2014
Ilia
- Świetnie - uśmiechnęła się Mizuka - Może uda nam się czegoś dowiedzieć o zleceniodawcy. Musimy oddać wszystkie kawałki do znajomego speca Katze, a przy okazji odwieźć intruza do kostnicy.
- Mogę się tym zająć - zaoferowałam, a Mizuka wyraźnie odetchnęła z ulgą.
Widocznie miała jeszcze sporo roboty z tą nowa no i obowiązki głównej Hitomiri i nie uśmiechało się jej dodatkowe wyworzenie trupa.
- Możesz zabrać furgonetkę. Będzie Ci łatwiej wszystko przetransportować - poradziła
- Ok - zgodziłam się - To do zobaczenia pózniej! - pożegnałam się ze wszystkimi po czym wróciłam do salonu gdzie leżały szczątki rozbrojonej bomby i szpieg z raną postrzałową.
Zaczęłam szybko zbierać wszystkie części konstrukcji wybuchowej, uważając by niczego nie pominąć. Byłam tak zaabsorbowani zadaniem, że nawet nie zorientowałam się, że
Naoki tu za mną przyszedł. Zauważyłam go dopiero kiedy usłyszałam jak zapina zamek błyskawiczny worka, do którego wcześniej włożył trupa. Posłałam chłopakowi spojrzenie w którym mieszało się zdumienie i wdzięczność.
- Chcę ci pomóc - wyjaśnił, nieznacznie wzruszając ramionami.
- Dzięki - uśmiechnęłam się promiennie - Będzie raźniej i szybciej się z tym uporamy.
Naoki
Sprawa z czerwonowłosą nieznajomą skończyła się dla mnie szybko. Pomogłem jej z zakryciem rany. Nie udało nam się nawiązać dłuższej konserwacji, bo przybyła po mnie jakaś fioletowo włosa dziewczyna.
- Chodź - mruknęła.
Poszliśmy do pomieszczenia w którym spokojnie leżał sobie nasz ładunek wybuchowy.
- Mizuka powiadomiła mi co się stało. Rozbroimy, więc to razem. Jestem Ilia.
- Naoki.
Dziewczyna okazała być się całkiem znośną. Miło nam się rozmawiało, do tego znaleźliśmy wspólne tematy. Dzięki niej pogłębiłem swoją wiedzę na temat ładunków wybuchowych. Rozbrojenie zajęło nam trochę dłużej jak 40 minut. Ilia przyznała mi rację - konstrukcja była wyjątkowo złożona. Kiedy udało nam się wykonać robotę, usłyszałem głos Mizuki.
- Siema - przywitałem się. - Miło mi poznać, Misao.
Mimo iż starałem się być miły, raczej mi nie wyszło. Moja wrodzona oschłość dała się we znaki. Oby się nie przestraszyła. Nie chcę robić za "tego złego".
- Cześć - Ilia uśmiechnęła się wesoło. - Witaj w Playhous'ie.
- Skończyliśmy robotę - zwróciłem się do Mizu. - Teraz trzeba tylko zająć się zbadaniem tego ustrojstwa.
Subskrybuj:
Posty (Atom)